9 marca chyba już na zawsze pozostanie najsmutniejszą datą w historii Łomży. W warszawskim szpitalu odeszła Hanka Bielicka. Łomżynianka z umiłowania. W 9 lat potem przypomnijmy relację opublikowaną w „Wiadomościach Łomżyńskich”. Kilkutysięczny tłum zgromadził się w czwartek 16 marca na Starych Powązkach w Warszawie, by pożegnać najsłynniejszą łomżyniankę, Hankę Bielicką. Sztandary Łomży, Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomzyńskiej, II LO im. M. Konopnickiej, gdzie Hanka Bielicka kończyła gimnazjum. Wieńce od prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego, marszałków Sejmu i Senatu, mieszkańców Łomży i od Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej. No i ten najbardziej charakterystyczny: w kształcie kapelusza utkanego z białych i różowych goździków od Małgorzaty Potockiej i grupy baletowej Sabath. Nad trumną artystki pochylali się m.in.: Jerzy Połomski, Irena Santor, Edward Hulewicz, Teresa Lipowska, Roman Kłosowski, Lidia Stanisławska, pierwsza dama Rzeczpospolitej – Maria Kaczyńska.
Nie mogło w tym dniu przy trumnie Pani Hanki zabraknąć Łomżyniaków. Przyjechali z kapelą „Maki” i dziewczęcym zespołem śpiewaczym z GOK w Nowogrodzie. Prezydent Łomży, Jerzy Brzeziński oraz jego zastępcy – Marcin Sroczyński i Krzysztof Choiński – zaciągnęli honorową asystę przy trumnie artystki.
Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się Mszą świętą w kościele św. Karola Boromeusza. Żegnający Hankę Bielicką nie pomieścili się we wnętrzu świątyni Modlitwom żałobnym przewodniczył ks. biskup Marian Duś. Homilię wygłosił ksiądz prałat Andrzej Przekaziński, dyrektor Muzeum Diecezjalnego w Warszawie, który podkreślał, że Hanka Bielicka uczyła nas optymizmu i radości. „Hanka kochała ludzi, miała poczucie humoru. Nie zabiegała o żadne zaszczyty, one same do niej przychodziły. Taką ją zapamiętamy, taką przedstawiamy dziś Bogu” – mówił. Kondukt pogrzebowy – zdawało się – nie ma końca. Bez przerwy na trumnę z tłumu sypały się kwiaty. Zamiast tradycyjnej pieśni „Dobry Jezu, a nasz Panie…”, zespół z Nowogrodu przez całą drogę aż do grobu śpiewał m.in.: „Łomża ze smutkiem tym pozostanie, Dla Łomży to jest ogromny cios. Mile wspominać będziemy Hanię, bo takiej drugiej nie da nam los”. Prezydentowa odczytała list od Lecha Kaczyńskiego. „Żegnamy wspaniałego człowieka i wielką artystkę. Przez dziesiątki lat obdarzała nas śmiechem, który pozwalał przetrwać trudy życia”. W imieniu Związku Artystów Scen Polskich aktorkę pożegnał jego prezes, Ignacy Gogolewski: „Sala Opery Narodowej nie pomieściłaby wszystkich, którzy chcą Cię dzisiaj pożegnać. Jedno można powiedzieć – zawsze miałaś frekwencję!” Wieloletni dyrektor Teatru Syrena, w którym większość zawodowego życia spędziła Hanka Bielicka, Zbigniew Korpolewski powiedział m.in.: – Hanka nie umarła. Ona tylko zeszła ze sceny. Kiedy prosiłem ją, by po mojej śmierci nad moją trumną powiedziała jeden ze swoich monologów, powiedziała: „Ja nie lubię pogrzebów. Nie wiem nawet, czy na swój wpadnę.” – wspominał.
„Kochała Łomżę, my kochaliśmy ją i byliśmy z niej dumni. Była w każdym łomżyńskim domu i w każdym łomżyńskim domu będzie jej brakowało – mówił nad grobem Hanki Bielickiej prezydent Łomży, Jerzy Brzeziński. Zaraz potem Waldemar Borusiewicz odegrał na trąbce hejnał Łomży… Wielu: starsi, kobiety, mężczyźni, młodzi panowie często z dzieckiem na rękach, ocierało łzy…”
Trumna została złożona do grobu. Hanka Bielicka spotkała się znowu z pochowaną tam wcześniej mamą Leokadią i siostrą Marią. Mogiłę pokrył ogromny kopiec kwiatów. A młode artystki z Nowogrodu śpiewały jeszcze długo piosenkę napisaną przez Arkadiusza Korytkowskiego i Kazimierza Bognackiego: „A teraz jesteś już z aniołami Rozśmieszać będziesz w niebiosach gdzieś, Dlatego Pan Bóg Cię tam powołał, by w niebie było wesoło też…”
Hanka Bielicka, właśc. Anna Weronika Bielicka (urodziła się 9 listopada 1915 roku w Konowce koło Połtawy, zmarła 9 marca 2006 roku w Warszawie – polska aktorka, artystka kabaretowa, romanistka. Mając 2,5 roku zamieszkała w Łomży, gdzie ukończyła gimnazjum żeńskie im. Marii Konopnickiej. Mieszkała z rodziną nad Narwią przez prawie cały okres dwudziestolecia międzywojennego, a przez całe życie była silnie związana z miastem i jego środowiskiem kulturalnym. W 1939 ukończyła studia na Wydziale Filologii Romańskiej Uniwersytetu Warszawskiego oraz Państwowy Instytut Sztuki Teatralnej w Warszawie. Wybuch wojny uniemożliwił jej wyjazd do Francji na stypendium. Współpracowała z Teatrem Polskim „Pohulanka” w Wilniew okresie wojennym, po 1945 była związana z zespołami teatrów Dramatycznego w Białymstoku, Kameralnego w Łodzi, Współczesnego w Warszawie i Państwowego Teatru „Syrena” w Warszawie. W 1977 przeszła na emeryturę, ale kontynuowała występy, zarówno teatralne i estradowe, jak i telewizyjne. Występowała także poza Polską. Wielokrotnie podkreślała swoje związki z miastem dzieciństwa. Otwarcie nazywała siebie łomżynianką (nigdy łomżanką!!!): „Z wierzchu jestem warszawianka, w
Wystąpiła też w ponad 20 filmach kinowych i telewizyjnych. Nie powierzano jej jednak w nich nigdy ról pierwszoplanowych, głównie z powodu głosu, który – ceniony na estradzie – w filmie często był przeszkodą. Zagrała m.in. w serialach: W 2006 na ekrany kin wszedł film pt.:”Ja wam pokażę”, w którym zagrała rolę Ciotki Judyty. W 2002 roku nagrała płytę pt. Kazali mi śpiewać”. Niezapomniana z wykonania najsłynniejszej łomżyńskiej piosenki, nazywanej przez wielu łomżyńskim hymnem „My z Łomży”.
1 marca 2006 (na dziewięć dni przed śmiercią) wzięła udział w nagraniu telewizyjnego programu „Szymon Majewski show”, w którym powiedziała „Dzisiejszy wieczór będzie pod nazwą: Bawcie się dzieci, nim babcia odleci”. Był to jej ostatni publiczny występ. Za pracę artystyczną otrzymała wiele odznaczeń i nagród.
Gosposia Hanki Bielickiej, Joanna Manianian, uczestnicząca w każdej edycji konkursu krasomówczego w Łomży wspominała, że Hanka Bielicka w domu była zupełnie inna niż na estradzie. Spokojna, wyciszona i zdystansowana. Mieszkała przez 37 lat w kamienicy przy ul. Śniadeckich 18 w Warszawie. Bardzo udzielała się też charytatywnie przeznaczając pieniądze zarówno dla ludzi potrzebujących, na rzecz różnych instytucji (Domy Dziecka) i na schroniska dla zwierząt. Przez ponad 40 lat dzieliła wspólną garderobę z Ireną Kwiatkowską, mimo tego panie nigdy nie przeszły „na ty”.
Z Jej osobistych wspomnień: Rodzina mojego Ojca była zaściankową szlachtą z okolic Łomży. Matka z kolei pochodziła z rodziny Czerwonków, prawdopodobnie kozackiej albo ukraińskiej. Mieli wielkie majątki i browary pod Kisielnicą. Jeszcze przed moim urodzeniem to wszystko się skończyło. Ja już wywodzę się z biednego mieszczaństwa. Prowincja oraz solidny mieszczański dom dały mi, jak całemu mojemu pokoleniu, oparcie i siłę.
Ojciec mój, Romuald Jan Bielicki był uczniem znanej i dobrej szkoły rolniczej w Puławach. Około 1910 lub 1911 roku razem z kolegami założył tajną patriotyczną organizację wymierzoną przeciw caratowi. Gdy ochrana ich nakryła, Ojca osadzono w więzieniu w Łomży. Z więzienia udało się mu uciec do Krakowa, potem w majątku Boguchwała, położonym między Krakowem a Rzeszowem pracował jako koniuszy.
Matka Leokadia, z domu Czerwonko, skończyła gimnazjum rosyjskie w Łomży. W rok po ślubie urodziła się moja siostra Marysia. Wybuch pierwszej wojny światowej zastał moją Mamusię w ciąży ze mną. Rodzice jako poddani rosyjscy musieli się wycofywać razem z wojskami. Bieżeńcy – bo tak ich nazywano zajechali aż pod Połtawę.
Hanka Bielicka obecna jest w rodzinnym mieście do dziś. Od 2007 roku organizowany jest w Łomży w Centrum Katolickim im. Jana Pawła II, Ogólnopolski Konkurs Krasomówczy im. Hanki Bielickiej pod hasłem: „Radość spod kapelusza”, którego najważniejszym celem jest szerzenie zamiłowania do języka ojczystego i dbałość o czystość mowy polskiej. Wśród repertuarów wybieranych przez uczestników, są też monologi Hanki Bielickiej. W Centrum Katolickim znajduje się Salonik Hanki Bielickiej z jej sukniami estradowymi, kapeluszami, biżuterią i wieloma innymi pamiątkami, wśród których jest m.in. bilet na statek „Batory” z estradowej podróży i spotkań z Polonią w USA, a także zeszyt z osobistymi notatkami z filozofii studentki Anny Weroniki Bielickiej. W siedzibie Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej, które m.in. organizowało Jubileusz 60-lecia pracy artystki i inne spotkania artystyczne z łomżyniakami, znajduje się portret Artystki z Jej autografem. W II Liceum Ogólnokształcącym znajduje się aula im. Hanki Bielickiej. Szkoła Podstawowa w Sławcu (kilkanaście km od Łomży) nosi imię Hanki Bielickiej i co roku organizuje konkurs plastyczny „Hanka Bielicka w oczach dzieci”. Dwa bliźniacze ronda w centrum miasta, obok Teatru Lalki i Aktora, noszą imię najsłynniejszej łomżynianki. Na ul. Farnej ustawiono mosiężną ławeczkę, na której usiadła dama w kapeluszu i choć z Hanką Bielicka kojarzy się właściwie tylko za sprawa umieszczonego na ławce Jej autografu, to Łomżyniacy przyzwyczaili się już do niej. W chłodne dni otulają jej szyję szalikiem, w Jej dłonie wkładają wiązanki kwiatów, czasem ktoś zapali znicz…
Przypomnijmy też przy tej okazji kilka słynnych cytatów z Hanki Bielickiej:
- Zawsze byłam typową dziewczyną z Łomży, która prze do przodu. Nigdy nie zapominam, że pochodzę z małego miasta. Szczycę się tym, bo tam rosną najmocniejsi ludzie. Prowincja oraz solidny mieszczański dom dały mi, jak całemu mojemu pokoleniu, oparcie i siłę.
- Byliśmy narodem umęczonym, ale ciepłym, pogodnym i serdecznym na co dzień. Dużo, niestety, z tego straciliśmy.
- Jeszcze Polska nie zginęła, póki się śmiejemy.
- Im dalej posuwam się w bawieniu ludzi, tym bardziej jestem zamknięta i osamotniona z wyboru. Szczęśliwa, gdy się wszystkie drzwi zamykają i tylko ptaki ćwierkają za oknem.
- Ja?! Z mężczyzną w pokoju, do tego w jednym łóżku?! Co wyście, zgłupiały?! Bez ślubu ani rusz! One myślały, że my już dawno jesteśmy kochankami. A my tylko po sercu, a dołem nic, mowy nie było. I po ślubie było ciężko, ale jakoś tam poszło, dzięki Bogu.
- Jak byłam mała, to, pamiętam, ciągle powtarzałam: Jestem Anna Weronika, co nogami klawo fika. Taka byłam głupiutka od dziecka.
- Jestem taki politykier, że cholery można dostać. Jestem zawzięta, mam obciążenia rodzinne, więc wszystkich bym ich...
- Mój ojciec strasznie chciał chłopca i dlatego pewnie ja jestem taka eche (gest łokciem). (...) I dlatego ja byłam od dziecka taka żywa, krzycząca, bardzo chłopięca. Nie jestem delikatniuchna, sposób bycia też mam męski. Nigdy nie byłam kokietką typu „puci, puci”.
- O tym będziemy bardzo mało mówić, bo moje życie romantyczne było pod zdechłym Azorkiem.
- Oj, jak ja karuzelę strasznie lubiłam. Cały majątek ojca bym przepuściła, gdyby miał.
- Oj, nie powiem, lubiłam, przy kawce tiu tiu tiu, och i ach. Słodka byłam jak malinka.
- Prawda jest taka, że humoryści są prywatnie bardzo nieciekawi.
- Słuchaj, czy ty byś nie mógł ze mną na tańce chodzić, a całować się z innymi dziewczynami?
- To był taki moment w moim życiu, że przez ponad 20 lat tylko wpadałam do domu i wychodziłam, wpadałam i wychodziłam.
- Wtedy się mówiło, że to jest bagno. Nic dobrego dla panienki z dobrego domu. No, ale ksiądz biskup mnie wtedy uratował. Bo ojciec to był taka księża pięta i poszedł się naradzić. Panie Bielicki, pan wie, że złego Kościół nie naprawi i dobrego karczma nie popsuje.
- Wyglądałam nieźle, ale w moim życiu śmieszność była zawsze ważniejsza niż erotyzm. Wolałam, żeby się śmiano, a nie podziwiano. Bo ja byłam typowa gadułka. Dużo słów, mało roboty.
*
Moje kontakty z Hanką Bielicką zawdzięczam pracy dziennikarskiej oraz Towarzystwu Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej. Tych spotkań, rozmów, pogawędek, także telefonicznych było bardzo wiele. Na pewno jednak nie mogę powiedzieć, że znam tę artystkę. Pojawiło się wprawdzie ostatnio w Łomży kilku tzw. znawców pani Hanki, mogę im tylko pogratulować dobrego samopoczucia. Hanka Bielicka – wbrew pozorom – była osobą dość hermetyczną. W ostatnich latach życia, nie tylko tego artystycznego, nawet na pół kroku nie opuszczała jej menadżerka, pani Grażyna. Rozmawialiśmy wielokrotnie o artystce. Rozmawiałem wielokrotnie z piosenkarką Lidią Stanisławską, która była wielką przyjaciółką Hanki Bielickiej, także z innymi artystami towarzyszącymi jej w podróżach artystycznych w kraju i za granicą. Każdy z nich wiedział bardzo wiele o najsłynniejszej łomżyniance, ale każdy też przyznawał, że tak naprawdę to jej nie zna. Bo pani Hanka dawała im wszystkim tylko tyle wiedzy o sobie ile chciała jej dać.
Była niewątpliwie osobą o bardzo ciepłej, ale rozdwojonej duszy. Pamiętam doskonale mój pierwszy wywiad. Jako świeżo upieczony dziennikarz Gazety Współczesnej, z trzęsącymi się nogami szedłem do sali dawnego kina Październik, to tam gdzie dziś jest sala widowiskowa liceum katolickiego przy Sadowej. Umówiliśmy się przed koncertem. Usiedliśmy w ostatnich krzesłach pod ścianą. Pani Hanka była jeszcze w szlafroku, z wałkami we włosach. Pytam jak po latach wraca do rodzinnego miasta. I pierwszy szok: „Dlaczego wy tak bardzo uczepiliście się tej mojej łomżyńskości? Ja naprawdę nie lubię oglądać się wstecz. To było, minęło. Staram się iść do przodu”. Minęły trzy godziny, owacja na stojąco, pani Hanka wychodzi na scenę i woła rozczulona: Łomżo, jak ja cię kocham! Dziękuję wam moje kochane dzieci, moi kochani łomżyniacy”. Ta łomżyńskość trącała jej najczulsze nuty – tak mi się wydaje – wraz z upływem lat. Podczas koncertu jubileuszowego z okazji 65 rocznicy pracy artystycznej, zorganizowanego przez Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej i Regionalny Ośrodek Kultury, niemal bez przerwy mówiła o swoich latach dziecięcych spędzanych z rodzicami m.in. na piknikach w Lesie Jednaczewskim, wyprawy do Drozdowa, zimowe hulanki na łyżwach na rozlewiskach Narwi. Bez trudu w wyobraźni układała bukiety dla mamy z nadnawiańskich kaczeńców, niezapominajek, stokrotek i dzikich floksów, które – jak mówiła – nigdy nie kwitły tak pięknie jak właśnie tutaj. Do kwiatów z Łomży w ogóle miała nadzwyczajne upodobanie. Kiedy podczas jednej z wizyt dostała całe naręcza pięknych wiązanek wykrzyknęła entuzjastycznie: tak pięknych kwiatów jeszcze nie widziałam i natychmiast zażądała spotkania z tym mistrzem co układał tak filigranowe bukiety. Nazajutrz odwiedziła kwiaciarnię Ogrodnik pana Edwarda Przybylaka przy ul. Sienkiewicza i osobiście gratulowała mu kunsztu, zostawiając własnoręcznie napisane wypowiedziane wieczorem słowa. Tak na marginesie warto dodać, że podczas tego spotkania pani Hanka dostała tyle kwiatów, że ówczesny prezydent Łomży śp. Jan Turkowski wynajął specjalny samochód, by odwieźć te wiązanki do Warszawy. Opowiadała potem, że kiedy samochód zatrzymał się przy jej bloku na ul. Śniadeckich sąsiadki ze zmartwieniem pytały: Pani Bielicka, ktoś pani umarł?
Zresztą pani Hanka nie kryła swojej ogromnej sympatii do Jana Turkowskiego. Wiem, że także bywał w jej mieszkaniu, a kiedy po jednym z koncertów wszedł na scenę z bukietem kwiatów i ucałował ją z dubeltówki, zawołała: „No, to jest prezydent, ten to całuje!” Potem, już w kulisach dodała; To ja musiałam tyle świata zjechać, żeby się tu przekonać jak łomżyniaki całują”.
W mieszkaniu pani Hanki, które miałem przyjemność odwiedzać zawsze było dużo kwiatów. Kiedy któregoś razu zwróciłem na to uwagę, odpowiedziała: „No, jak przy katafalku”. Dla gości zawsze znajdowała znakomitą kawę parzoną przez panią Joasię, pieczone przez nią specjalnie ciasto, a i coś mocniejszego trzymała w barku. Sama lubiła strzelić sobie jakieś „ziarko, dla animuszu” – jak mówiła.
Nigdy nie wychodziła z domu bez kapelusza. Mam nawet wrażenie, że podejrzliwie patrzyła na kobiety, które wolały berety – zwłaszcza moherowe – niż kapelusze. I wbrew obiegowym legendom nie miała ich wcale tak wiele. „Ot, będzie jakieś 30-40, nie więcej” – powiedziała mi w jednym z wywiadów.
Miała swoje humory. Prowadząc spotkanie jubileuszowe w hotelu Polonez, pozwoliłem sobie na kilka pytań, na które nigdy nie chciała udzielać odpowiedzi. Dotyczyły one bardzo osobistych obszarów życia - majątku który podobno miała zgromadzić, facetów w jej życiu... Zaskoczona, odpowiedziała bardzo wymijająco. Kiedy podszedłem do niej po imprezie, usłyszałem ostre: „Zejdź mi z oczu wstręciuchu natychmiast!” Ale zaraz potem zaprosiła na kolację i nawet postawiła piwo – obowiązkowo łomżyńskie.
Nie przywiązywała wagi do dóbr materialnych. To prawda: miała bardzo ładnie, trochę po staroświecku urządzone mieszkanie w dobrym punkcie Warszawy i właściwie nic poza tym. A zarabiała przecież nie mało. Pieniądze rozdawała biednym, domom dziecka, z jej kasy cieszyli się nawet panowie z sinymi nosami, ale najwięcej przeznaczała na schroniska dla zwierząt. Kiedyś mi mówiła: „Nie ma się co dziwić, te biedactwa same sobie nie poradzą, one zdane są na ludzkie serca”.
Podczas jednego z ostatnich już spotkań zanotowałem mikrofonem: „Jestem właściwie człowiekiem szczęśliwym. Bo czy może być nieszczęśliwy stary człowiek, jeśli miał szczęśliwe dzieciństwo? A ja je miałam, tu w Łomży, w rodzinnym domu naszej babci, przy kochanej mamusi, ukochanym tatusiu... Tak sobie myślę, że po tym wszystkim co mnie w życiu spotkało, mogę spokojnie umierać”.
Nie zapomnę też ostatniego naszego spotkania, tego najpierw w kościele św. Karola Boromeusza, a potem w kondukcie na warszawskich Powązkach. Te nieprzebrane tłumy wokół grobu, w którym spoczęła razem z Mamą i siostrą, te prawdziwe stosy wieńców, a nawet kapelusze rzucane zamiast kwiatów na jej grób….
Minęło 9 lat. Koszmarna ławeczka na ul. Farnej z Jej wizerunkiem zaczyna mi się chyba powoli podobać…
Wawrzyniec Kłosiński
Na zdjęciach: Hanka Bielicka podczas jednej z ostatnich swoich wizyt w Łomży.
Fot. Józef Babiel


