Podobno w szeleście liści „tasowanych” nogami na cmentarzu w tych niezwykłych dniach, pojawiają się głosy naszych najbliższych „z tamtej strony”. W blasku zniczy pojawiają się Ich twarze. Wspominamy wspólne czasy, dni, chwile i... żałujemy zwykle, że tak były tak krótkie, że nie wszystko Im powiedzieliśmy lub nie wszystko o Nich wiemy... Wędrując w te listopadowe dni naszymi wspólnymi przestrzeniami czasu, pamiętajmy także o tych, dla których Łomża i Ziemia były najcudowniejszymi miejscami na świecie, a każdy łomżyniak (nie łomżan!) był kimś najbliższym sercu... Przywołajmy w pamięci tylko kilka tych wielkich postaci, które w 55-letniej historii Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej, dla Łomży w ogóle naszej Małej Ojczyzny, mają swoje nieocenione zasługi.
20 maja b.r. na wojskowych Powązkach w Warszawie Sztandar ZG TPZŁ żegnał jednego z trzech już tylko żyjących założycieli Towarzystwa, Franciszka Kamińskiego. Urodził się w 1915 r. w Małym Płocku.Ukończył gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki w Łomży. W 1934 roku rozpoczął studia prawnicze w Warszawie. Po ich ukończeniu, od października 1939 roku Franciszek Kamiński pracował i mieszkał w Jeziornie pod Warszawą. Tamtejsza fabryka produkowała m.in. papiery wartościowe dla Ministerstwa Skarbu. Ta praca w czasie okupacji dawała mocne dokumenty. Nikt przez całą okupację nie został złapany, choć działały tam zakonspirowane oddziały NSZ i AK. Będąc szefem zatrudnienia w fabryce, liczącej 1200 pracowników, wykorzystywał swoje możliwości chronienia tych, którzy mieli powody do ukrywania się przed Niemcami. Beneficjentami tej ochrony byli też niektórzy konspiratorzy z Łomży (Olszak, Stępkowski, Kotnarowski i Antosiewicz). Fabryka dawała ausweis, wyżywienie i odzież. Dzieje fabryki okresu wojny, konspiracji, walk na tym terenie oraz roli, jaką w tym odegrał Franciszek Kamiński opisuje we wspomnieniach Rafał Utracki. Nie wszyscy uciekinierzy dotarli do miast portowych. Kto miał nieszczęście otrzeć się o sowiecki obóz przejściowy, przygotowany dla powracających z niemieckiej niewoli, mógł zostać wywieziony na Wschód. To stało się udziałem trzech członków ich konspiracyjnego batalionu z Jeziornej, a także Tercjaka z Łomży. Jako że upragnionych statków uwożących do lepszego świata nie było, rozlokowali się na Wybrzeżu; Kamiński - w Sopocie. W tym czasie do swojej siostry przyjechała Barbara Dardzińska, z zamiarem wstąpienia na I rok farmacji na Uniwersytecie Gdańskim. Franciszek i młodsza od niego o 10 lat Barbara pobrali się. Mają dwóch synów i troje wnuków. Do Warszawy, a właściwie do Józefowa, przyjechali w 1948 roku. W tym czasie w stolicy znalazło się spore grono łomżyniaków, którzy ze zrujnowanej Łomży przenieśli się do odbudowywanej stolicy. Był członkiem-założycielem Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej. W pierwszym Zarządzie Głównym pełnił funkcję zastępcy skarbnika. W drugiej kadencji był członkiem Oddziałowej Komisji Rewizyjnej. 7 lutego 1962 został trzecim z kolei prezesem Oddziału Warszawskiego i był nim do 15 stycznia 1980 r. Była to najdłuższa prezesura w Oddziale. Trwała niemal 19 lat (bez 23 dni). Po rezygnacji z funkcji prezesa pozostał czynnym członkiem Oddziału Warszawskiego TPZŁ, choć nie pełnił już żadnych funkcji. Franciszek Kamiński znał dobrze Edwarda Ciborowskiego. W lipcu 1979 r. prezydent Łomży Jerzy Newelski i przewodniczący MRN Antoni Drozdowski złożyli Mu podziękowanie „za ofiarną działalność na rzecz Łomży”, wysoko ocenili „postawę i zaangażowanie oraz wkład w społeczno-gospodarczy i kulturalny jej rozwój”. Zarząd Główny w czasie zjazdu w czerwcu 1986 wystąpił do delegatów o nadanie Franciszkowi Kamińskiemu godności Honorowego Członka Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej. Skromny dyplom został wręczony 11 listopada 1986 roku., a dwa lata później, na XXX–lecie Towarzystwa prezydent miasta Łomży, Gilbert Okulicz–Kozaryn wystosował adres dziękczynny z podziękowaniem za działalność społeczną na rzecz propagowania osiągnięć oraz rozwoju miasta i regionu, wraz z życzeniami dalszych sukcesów w działalności społecznej i zawodowej. Prof. Sylwester Jakubowski po raz ostatni przyjechał do rodzinnego miasta 19 czerwca 2003 roku, jako Senior, Gość Honorowy – otwierał w auli I LO im. T. Kościuszki (swojej dawnej szkoły) trzydniowy XI Zjazd Wychowanków i Nauczycieli Szkół Ziemi Łomżyńskiej. Dziś palimy znicze na Jego grobie. Zgodnie ze swoim życzeniem spoczął na cmentarzu w podwarszawskich Laskach. Bez wątpienia należy do grona najznamienitszych łomżyniaków, do dziś wspominanych w naukowych salonach całego świata.
Sylwester Jakubowski urodził się 31 grudnia 1916 r. w Łomży. Studia medyczne rozpoczął na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie w 1934 r. Absolutorium uzyskał w 1940 r. na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Lwowskiego, a dyplom lekarski w 1945 r. na Uniwersytecie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie. Doktoryzował się w 1948 r. na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego. W 1953 r. uzyskał specjalizację w zakresie ortopedii i chirurgii urazowej. Tytuł doktora habilitowanego uzyskał w 1967 r. Odbył liczne szkolenia zagraniczne, m.in. w 1961 r. w fińskiej Heinoli, ówczesnym centrum światowej reumoortopedii, oraz w latach 1967-1968 w Stanach Zjednoczonych, poza tym – w Szwecji, Danii, RFN i Szwajcarii. - Po pięciu latach studiów, we wrześniu 1939 roku już jako dorosły medyk, znalazłem się w szpitalu w Łomży, zamienionym na szpital polowy. Doznałem wówczas pierwszego wstrząsu, zetknąłem się ze śmiercią... - wspominał po latach. Po uzyskaniu dyplomu podjął pracę jako asystent w Szpitalu Powiatowym w Łomży. Jak sam wspominał – był często wzywany do ponurego budynku na Nowogrodzkiej 5, gdzie mieściła się siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, by stwierdzić zgon kolejnego „wroga ludu”. Być może to właśnie zadecydowało, że przeniósł się do Warszawy. W latach 1948-1949 w ramach służby wojskowej pracował w Wojskowym Szpitalu Okręgowym w Warszawie, następnie w Stołecznym Szpitalu przy ul. Kopernika. W 1957 r. rozpoczął pracę w Klinice Chirurgii Urazowej Studium Doskonalenia Lekarzy Akademii Medycznej w Warszawie, a w 1961 r. został ordynatorem Oddziału Urazowo-Ortopedycznego Miejskiego Szpitala Chirurgii Urazowej w Warszawie. W 1964 r. objął stanowisko ordynatora Oddziału Chirurgii Ortopedycznej w Instytucie Reumatologii w Warszawie (później przekształconego w Klinikę Chirurgii Ortopedycznej, obecnie Klinikę Reumoortopedii), którą kierował do chwili przejścia na emeryturę z końcem 1986 r. W latach 1980-1982 był dyrektorem Instytutu Reumatologii. Z funkcji tej zrezygnował na własną prośbę. Był autorem 157 prac naukowych, w tym 13 książek w języku polskim i 4 w innych językach, współautorem 5 filmów naukowo-dydaktycznych. Poza tym był autorem istotnej modyfikacji polskiej endoprotezy stawów palców ręki oraz innych nowatorskich rozwiązań praktycznych. Doc. S. Jakubowski był członkiem honorowym ERASS (European Rheumatoid Arthritis Surgical Society), Fińskiego Towarzystwa Reumatologicznego oraz Polskiego Towarzystwa Ortopedycznego i Traumatologicznego; przewodniczącym Komitetu Reumoortopedii przy Europejskiej Lidze przeciw Reumatyzmowi (EULAR); założycielem, wraz z doc. M. Śmiłowiczem, Sekcji Reumoortopedii w Polskim Towarzystwie Ortopedycznym i Traumatologicznym; członkiem Komitetu Redakcyjnego Chirurgii Narządów Ruchu i Ortopedii Polskiej. Został uhonorowany m.in. Krzyżem Kawalerskim i Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, Odznaką za Wzorową Pracę w Służbie Zdrowia. Był laureatem Nagrody Specjalnej Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej za szczególne osiągnięcia w pracy na rzecz ochrony zdrowia i pomocy społecznej. Prof. Sylwester Jakubowski zmarł 10 czerwca 2011 r. Miał 96 lat. Był niekwestionowanym pionierem i autorytetem międzynarodowej klasy w dziedzinie leczenia ortopedycznego chorób reumatycznych. Dzięki Jego niestrudzonej pracy i niezwykłej umiejętności nawiązywania osobistych kontaktów zawodowych, Klinika Chirurgii Ortopedycznej Instytutu Reumatologii w Warszawie stała się uznanym ośrodkiem reumoortopedii, szkolącym w tym zakresie wielu specjalistów z kraju i zagranicy. Niezwykle wymagający od samego siebie, wymagając wiele od zespołu, którym kierował, został nauczycielem i wychowawcą kilku pokoleń lekarzy. Był członkiem Oddziału Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej. Obowiązki służbowe powodowały, że nie bywał w ukochanej Łomży tak często, jakby chciał. Ale lubił spotykać się z łomżyniakami w Warszawie. Miasto rodzinne i Narew pielęgnował w swoim sercu jak relikwię. Celina Sychprawdzie większość życia spędziła w Białymstoku, ale w głębi duszy do końca pozostała łomżynianką. Wraz ze swoją siostrą Anną Badydą i kilkoma innymi łomżyniakami wiosną 1959 roku organizowała Oddział TPZŁ w Białymstoku, którego aktywną działaczką była niemal do końca swego życia. Na uroczystych obchodach 50-lecia Oddziału wraz z Anią Badydą i Elą Dąbrowską wystąpiła w kabarecie HECA. Była osobą nieprzeciętną, promieniującą dobrocią, uprzejmością i pogodą ducha, a zarazem wierna swoim zasadom. Gdy w 1977 r. owdowiała, pozostała osobą samotną i nikomu nie udało się namówić jej do spędzenia urlopu poza domem. Była bardzo dzielna w walce z przypadłościami wieku i chorobą. Została uhonorowana odznaką „Za Zasługi dla Województwa Łomżyńskiego”.
Anna Badyda kazała nazywać się tak, jak wówczas, gdy z chmarą koleżanek i kolegów szlifowała bruki w rejonie Krótkiej, Dwornej, Długiej czy al. Legionów: Niuśka Cludzińska. Ciągle uśmiechnięta, przyjazna, pełna wigoru, pomysłów. To ona skrzyknęła łomżyniaków z Białegostoku, w tym wielu profesorów z tamtejszych uczelni. Dumna była z tego, bo – jak twierdziła – dopiero wówczas okazało się , że białostocka nauka łomżyniakami stoi! Założyła białostocki oddział TPZŁ, przez wiele lat go prowadziła. Wspomina ją łomżynianka, przyjaciółka, poetka – Iwona Krzepkowska Bułat: - Obie urodziłyśmy się i wychowywały w Łomży. Byłyśmy właściwie rówieśnicami (Hania była o rok starsza), uczyłyśmy się w tym samym gimnazjum i liceum, należałyśmy do harcerstwa. Byłyśmy drużynowymi. Niuśka w naszym gimnazjum przy ul. Bernatowicza, a ja w szkole podstawowej przy ul. Giełczyńskiej. Łączyła nas wielka miłość do naszej cudownej Łomży. Niuśka była nadzwyczaj zdolna i świetnie się uczyła. Miała ogromne zdolności do języków i znała ich kilka. Była wspaniałą organizatorką. Pamiętam, jak przygotowywała programy występów na ogniska harcerskie, wyznaczała role, reżyserowała. Lubiła śpiewać, była żywa i wesoła. Po maturze drogi nasze się rozeszły. Pokończyłyśmy studia, podjęłyśmy pracę, wyszłyśmy za mąż. Spotkałyśmy się dopiero bodajże w 1965 roku zupełnie przypadkowo w sklepie w Białymstoku, gdzie, jak się okazało, mieszkałyśmy wraz z rodzinami. Odnowiłyśmy naszą przyjaźń, a nasi mężowie i dzieci bardzo się polubili. Bywaliśmy u siebie bardzo często, graliśmy w brydża, robiliśmy piesze wycieczki do lasu Solnickiego, wyjeżdżaliśmy razem do Przewięzi koło Augustowa, gdzie Niuśka i Edward mieli letni domek nad jeziorem Studzienicznym. Nasza córka Marta bardzo się przyjaźniła z ich młodszym synem – Jurkiem. Trwało to do 1989 roku, kiedy to nasza rodzina przeniosła się do Piastowa koło Warszawy. Teraz już pozostały nam tylko rozmowy telefoniczne. Dzwoniłyśmy do siebie bardzo często i potrafiłyśmy rozmawiać dosłownie godzinami. Dyskutowałyśmy na różne tematy, których nam nigdy nie brakowało. Wspominałyśmy Łomżę, szkołę, wspólnych znajomych, opowiadałyśmy sobie o naszych dzieciach i wnukach, bo dzieci nasze w międzyczasie pokończyły studia, pozakładały rodziny, doczekały się własnych dzieci. Nie mogę uwierzyć, że już Jej nie ma, że już nie porozmawiamy. Trudno mi się z tym pogodzić. Niuśka, moja Kochana, będzie mi Cię bardzo brakowało. Ale niedługo przecież się spotkamy i wtedy dopiero pogadamy sobie! 6 września 2012 r. zmarł w Łomży dr Józef Gabiniewicz. W kondukcie za trumną na zabytkowym cmentarzu – oprócz najbliższej rodziny - podążali kombatanci, lekarze, wdzięczni wychowankowie, przedstawiciele Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej, sąsiedzi, przyjaciele. We wdzięcznej pamięci nieśli tę charakterystyczną sylwetkę rosłego mężczyzny, tak przyjaznego, życzliwego, uśmiechniętego... Człowieka bez reszty miłującego rodzinę, Ojczyznę, bez reszty oddanego drugiemu człowiekowi. W pozostawionych, własnoręcznie spisanych wspomnieniach czytamy m.in.: Urodziłem się 13 maja 1922 r. we wsi Poganica, pow. Sokółka woj. białostockiego, jako syn Antoniego i Emilii z Kunickich. Byłem najstarszy spośród pięciorga rodzeństwa. W 1935 roku ukończyłem szkołę podstawową w Jacowlanach i uczęszczałem do gimnazjum w Sokółce. Dzieciństwo spędziłem na wsi, pomagając rodzicom na gospodarstwie. W 1939 roku po wkroczeniu wojsk sowieckich na nasze tereny, kontynuowałem naukę w białoruskim gimnazjum ogólnokształcącym w Sokółce. W 1940 roku 8 uczniów sokólskiego liceum – wśród nich Józef Gabiniewicz - utworzyło nielegalną organizację Związku Walki Zbrojnej (ZWZ), której celem było podtrzymanie ducha polskości, zachowanie tradycji narodowych i wiary w tymczasowość okupacji sowieckiej. Organizacja miała kryptonim „Błyskawica”. W marcu 1940 roku została zdekonspirowana przez NKWD. Od marca do maja aresztowano 7 uczniów – członków organizacji. Wszystkich zamknięto w więzieniu w Grodnie. Śledztwo z artykułów 66 i 72 „b” kodeksu karnego trwało kilka tygodni. Przesłuchania odbywały się przeważnie nocą. W celach więziennych warunki były bardzo ciężkie. Przebywało nas około 40 osób w różnym wieku i różnych narodowości. W więzieniu przesiedziałem do 23 czerwca 1941 roku. Sądu nie było. Szykowano nas do transportu. Nocą 22 czerwca 1941 roku, w wyniku wojny niemiecko-sowieckiej, po ucieczce NKWD i władz więziennych z Grodna około 2 tysięcy więźniów wydostało się na wolność. Nie mieliśmy odzieży ani obuwia, żadnych dokumentów. Grupkami lub pojedynczo kierowaliśmy się w rodzinne strony. Z Grodna do rodzinnego domu wróciłem 29 czerwca 1941 roku. Mieszkania nasze były puste, zniszczone i zamknięte, gdyż 19 czerwca 1941 roku rodziny nasze zostały aresztowane i wywiezione na tułaczkę do ZSRR. Armia niemiecka wkroczyła na nasze tereny i tak rozpoczął się nowy okres okupacji niemieckiej. Józef nie wiedział, że w tym samym więzieniu w Grodnie w 1940 roku przebywał jego Ojciec, Antoni Gabiniewicz. Został aresztowany przez NKWD za udział w wojnie 1920 roku. Zaginął bez wieści w b. ZSRR. Mama Emilia, siostra Maria i dwaj bracia pana Józefa – Stanisław i Tadeusz -zostali 19 czerwca 1941 wywiezieni na Syberię. Przed wywiezieniem do Rosji uratował się ucieczką brat Bronisław. Kiedy dotarła do nich informacja o tworzeniu się Polskich Sił Zbrojnych pod dowództwem gen. Władysława Andersa, brat Stanisław wstępuje do wojska i walczy na całym szlaku bojowym 2 Korpusu Wojsk Polskich. Mama Emilia, Marysia i Tadeusz – jako rodzina żołnierza – zostali ewakuowani z terenu ZSRR przez Teheran do Bwana M'Kubwa na terenie Rodezji Północnej (Afryka Środkowa). W 1949 roku Mama i siostra wróciły do kraju. Bracia wyjechali do Kanady. Siostra Marysia zamieszkała w Warszawie, gdzie ukończyła liceum ogólnokształcące i studiowała na Uniwersytecie Warszawskim oraz Wydziale Mikrobiologii UMCS w Lublinie. Po powrocie z więzienia włączyłem się do pracy w gospodarstwie. Podczas okupacji w 1942 roku jako rocznik podlegający przymusowej pracy w Niemczech, byłem dwukrotnie wywożony do Prus Wschodnich. Dwukrotnie udawało mi się zbiec z transportu. Ukrywałem się do przyjścia na nasze tereny Armii Czerwonej. W marcu 1942 roku zostałem przyjęty do ZWZ AK pod pseudonimem „Feliks” i zaprzysiężony przez por. Wacława Rzempołucha, ps. „Arsen” - komendanta III Rejonu Obwodu Sokółka, woj. Białystok. Brałem udział w szkoleniu bojowym raz w miesiącu, uzyskując sprawność w posługiwaniu się różnymi rodzajami broni. Uczestniczyłem czynnie w akcjach biorąc udział w ochronie przechodzących grup partyzanckich w akcji „Burza”. Kolportowałem tajną prasę wśród ludzi mi znanych. Żołnierzem AK byłem do 1945 roku. W 1946 roku Józef Gabiniewicz kontynuował naukę w Liceum Ogólnokształcącym Nr 2 w Białymstoku, gdzie otrzymał świadectwo dojrzałości. Od 1946 roku studiował w Lublinie i na Uniwersytecie Warszawskim na Wydziale Weterynarii, który ukończył w 1952 r. W 1950 roku ożenił się z mgr. farm. Alfredą Moszczyńską. W 1952 roku z nakazem pracy przyjechali do Łomży, podejmując tu pracę - żona jako mgr farmacji w aptece nr 58 przy ul. Dwornej; pan Józef natomiast podjął pracę nauczyciela i zastępcy dyrektora Technikum Weterynarii. W 1954 r. rozpoczął pracę w Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, w laboratorium bakteriologicznym. W latach 60. wykładał mikrobiologię i choroby zakaźne w Liceum Medycznym Pielęgniarstwa. Lubił przebywać z młodzieżą, organizował wraz z uczniami technikum weterynaryjnego wyjazdy do Szablaka, Morgownik, czy wyprawy do Lasu Jednaczewskiego. Zawsze lubił pracować społecznie. Prowadził Koło Oficerów Rezerwy przy Szpitalu Powiatowym, pracował w LOK-u, Towarzystwie Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej i Nauczycielskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. W 1974 roku wydał podręcznik dla uczniów techników weterynaryjnych „Zarys mikrobiologii i epizootiologii”. W 1975 r. obronił doktorat na Wydziale Weterynarii SGGW w Warszawie. W laboratorium bakteriologicznym Sanepidu pracował do 1990 r. W 1952 roku państwo Gabiniewiczowie szczęśliwie doczekali córeczki. Barbara, po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego im. T. Kościuszki w Łomży, w 1977 roku otrzymała dyplom lekarza medycyny na Akademii Medycznej w Białymstoku. Wróciła do Łomży i jako ceniony specjalista pracowała 30 lat w tutejszym szpitalu. Przez 8 lat była ordynatorem Oddziału Zakaźnego w Wojewódzkim Szpitalu w Łomży. Józef Gabiniewicz był wieloletnim radnym Miejskiej Rady Narodowej i radnym Rady Miejskiej pierwszej kadencji samorządu w latach 1990-1994. Angażował się w pracy społecznej, m.in. jako prezes Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego. 1 lipca 1995 r. powstał Oddział Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego w Łomży, podlegający bezpośrednio Zarządowi Głównemu w Warszawie. Rozpoczęła się zbiórka środków na fundację sztandaru. W 1996 roku oddział w Łomży liczył prawie 120 członków. Członkowie koła łomżyńskiego z dobrowolnych składek ufundowali dwie tablice marmurowe ku czci więźniów politycznych pomordowanych przez władze komunistyczne w latach 1939-56 – jedną na budynku b. więzienia przy obecnej Al. Legionów i drugą – w kościółku Najświętszej Maryi Panny przy Placu Papieża Jana Pawła II. Trwałą pamiątką z tego okresu pozostanie pomnik Pamięci Bohaterów Walk o Wolność i Niepodległość Polski oraz Więźniów Politycznych Zamęczonych i Pomordowanych w latach 1939–1956, usytuowany u zbiegu ul. Zawadzkiej i Szosy Zambrowskiej, obok Teatru Lalki i Aktora. Każdego roku w dniu 17 września, w rocznicę agresji sowieckiej w kościele NMP odprawiana jest Msza św. z udziałem władz i innych organizacji kombatanckich oraz młodzieży szkolnej
W piątek, 27 lipca 2012 r., w wieku 96 lat w Łomży odszedł ostatni żołnierz 33. Pułku Piechoty, kapitan rezerwy Kazimierz Bazydło. Niezwykle skromny, do bólu punktualny, do ostatnich dni obecny wszędzie tam, gdzie w „jego” Łomży działo się coś ważnego. Nie mogło Go zabraknąć więc także choćby na obchodach 3 Maja 2012 r. i na czerwcowo-lipcowym Zjeździe Wychowanków i Nauczycieli Szkół Ziemi Łomżyńskiej. Był zresztą członkiem Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej. Bardzo lubił często zaglądać do TPZŁ na Sienkiewicza 8, na herbatkę i pogaduchy „o starych łomżyniakach”... 31 lipca na zabytkowym cmentarzu zastępca prezydenta Łomży, Mirosława Kluczek nad otwartą mogiłą mówiła m.in.: - Śmierć kapitana Kazimierza Bazydło jest dla nas wszystkich ogromnym ciosem. Niezwykle ciężko żegnać się z człowiekiem, którego życie i działalność tak wiele wniosły w naszą codzienność. Jesteśmy tu przede wszystkim po to, by wspólnotą naszych serc i myśli zaświadczyć, że pamięć o nim nigdy nie zostanie zatarta, że jego dzieło, a także wspaniała osobowość, będą żyły w nas zawsze. Mirosława Kluczek na grobie kapitana złożyła wieniec z napisem: „Obrońcy Miasta – Prezydent Łomży”. 20 maja 2010 r. zmarła Sabina Marcinkowska z domu Brzostek. Urodziła się 4 października 1927 r. jako najstarsza córka z czworga dzieci Anny i Władysława Brzostków. W wieku 16 lat za zgodą swojej mamy wstąpiła do Armii Krajowej. Przysięgę złożyła we własnym domu. Pod wpływem młodzieńczych lektur przybrała okupacyjny pseudonim „Litwinka”. Jej zadaniem było przenoszenie meldunków, amunicji, czasem „przerzucanie” żołnierzy. Po wojnie wstąpiła do WIN. Jak wielu innych wierzyła, że będzie jeszcze wojna, która przyniesie Polsce upragnioną wolność. Uczyła się strzelać, przeprowadzała żołnierzy AK, którzy nie złożyli broni, dziś nazywanych „żołnierzami wyklętymi”. W pamięć zapadł jej młody przystojny chłopak, pseudonim „Blady”. Zarządzono obławę i Sabina miała go przeprowadzić przez posterunki milicji obywatelskiej. Wymyśliła, że są młodą parą i jadą rowerami zapraszać gości na wesele. Akcja powiodła się, pomimo zatrzymania milicjant uwierzył w wersję podaną przez Sabinę. Po kilku tygodniach oddział żołnierzy został rozbity, a sam „Blady” miał zginąć. Okupacja nadwyrężyła jej delikatne zdrowie; przeszła kolejno gruźlicę, tyfus oraz poważną chorobę oka, które udało się uratować dzięki operacji wykonanej przez rosyjskiego lekarza wojskowego w bardzo prymitywnych warunkach. W latach 50. rozpoczęła przerwaną przez wojnę naukę. Ukończyła szkołę średnią i zgodnie z własnymi zainteresowaniami rozpoczęła zaoczne studia na SGGW w Warszawie, na wydziale rolnym. Jednocześnie podjęła pracę w harcerstwie w Hufcu w Ostrowi Mazowieckiej. Pod okiem starszych przedwojennych instruktorów uczyła się pracy z najmłodszymi, z zuchami. Czerwone harcerstwo było jej obce. Historię skautingu wywodziła zawsze z Anglii i wiązała z najpiękniejszymi, patriotycznymi tradycjami polskimi. Mawiała, że harcerstwo jest szkołą charakteru.W późnych latach 50. i 60. Mama jako instruktorka zuchowa organizowała biwaki i kolonie. Po przeprowadzce do Łomży w połowie lat 70. Rozpoczęła pracę w Zespole Szkół Rolniczych w Marianowie. Założyła tam drużynę harcerską, organizowała wieczornice, obozy i rajdy, m.in. po Bieszczadach, objęła opiekę nad internatem. W nowej szkole mogła wykładać przedmioty rolnicze nie tylko zza biurka, ale w plenerze. Bardzo kochała swój zawód. Znajomych i przyjaciół wprawiała w zachwyt plonami ze swojej działki, koszami wspaniałych pomidorów, pysznych ogórków, kalafiorów, fioletowych bakłażanów. Była znakomitą kucharką, jedną z tych, które nie popadają w rutynę i nawet proste potrawy potrafią przyrządzić na wiele różnych sposobów, tak, żeby za każdym razem smakowały inaczej. Dekada lat 80., naznaczana przez kilometrowe kolejki po żywność, odzież, środki czystości, należała do ciężkich okresów dla większości Polaków. Kiedy na wieszakach sklepowych wisiały smutno nylonowe fartuchy Sabina Marcinkowska zareagowała z sobie właściwą zaradnością. Zaczęła szyć ubrania także swoim dzieciom. Szyła wieczorami i nocami, rano jechała do szkoły, a potem ustawiała się w sklepowych ogonkach. Chciała nas, dzieci, odgrodzić od siermiężnej rzeczywistości późnego PRL-u, nie dopuścić, żeby na naszym dzieciństwie, jak niegdyś na jej, pojawiła się rysa niedostatku. Kiedy upadał komunizm przeszła na emeryturę i wstąpiła do ŚZŻAK. Dzięki działalności w ŚŻŻAK obwodu łomżyńskiego, którego została sekretarzem, zawarła nowe znajomości i odświeżyła stare. Serdeczna przyjaźń połączyła ją zwłaszcza z Marią Babiel i Anną Polak oraz znanymi jeszcze sprzed wojny – Henrykiem i Kazimierzem Wiśniewskimi, byłymi żołnierzami AK. Wszyscy byli z tego samego pokolenia, przeszli przez wojnę, dwie okupacje, niektórzy - jak bracia Wiśniewscy - przez Sybir i komunistyczne więzienia. Śmierć Sabiny Marcinkowskiej zbiegła się z żałobą, która okryła kraj po smoleńskiej katastrofie. Umarła w swoim własnym domu. 12 stycznia 2005 roku zmarł Marian Mieszkowski. Od urodzenia związany był z Łomżą. Tu ukończył szkołę podstawową (na tajnych kompletach) i uzyskał maturę. Studiował na UW i uzyskał magisterium na Wydziale Prawa. W całym życiu zawodowym związany z NBP o/Łomży (30 lat) oraz z wojewódzkim komitetem SD w Łomży (10 lat). Od 1985 r. przebywał na emeryturze. Przez cały okres pracy zawodowej i w okresie emerytury bardzo zaangażowany działacz społeczny w różnych organizacjach, wielokrotnie wyróżniany i nagradzany, m.in. Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. W 1951 r. rozpoczął działalność w Radzie Nadzorczej PSS „Społem” w Łomży, będąc przewodniczącym tej rady przez 12 lat oraz członkiem Rady Wojewódzkiej Związków Spółdzielni „Społem” w Białymstoku. Radny Powiatowej Rady Narodowej w Łomży i przez trzy kadencje - członek Wojewódzkiej Rady Narodowej w Łomży, w tym jedną kadencję wiceprzewodniczący. Od 1958 r. - członek Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej, a przez 10 lat - prezes Zarządu Głównego TPZŁ. Od 12 lat w Radzie Krajowej Regionalnych Towarzystw Kultury, a przez dwie kadencje w prezydium Rady. Przez trzy kadencje członek Zarządu Mazowieckiego Towarzystwa Kultury. Do końca istnienia województwa łomżyńskiego wiceprzewodniczący Rady Wojewódzkiej Regionalnych Towarzystw Kultury. Był też członkiem władz Zarząd Wojewódzkiego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych i Zarządu Wojewódzkiego Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej. Założyciel i wiceprezes Zarządu Wojewódzkiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Od 1994 roku w Drużynie Weteranów – Harcerzy Ziemi Łomżyńskiej i komendy. W Hufcu ZHP Ziemi Łomżyńskiej pełnił przez trzy kadencje funkcje wiceprzewodniczącego i przewodniczącego Komisji Rewizyjnej. Inicjator wielu przedsięwzięć realizowanych społecznie, m.in. wybudowania pomnika „Harcerzom Ziemi Łomżyńskiej” (1996 r.), pomnika ku czci żołnierzy 33 PP (1998 r.). Autor sesji naukowych oraz wydawnictw, m.in. „Rys monograficzny Drużyny Weteranów Harcerzy Ziemi Łomżyńskiej”). Współinicjator a od 2001 r. redaktor naczelny kwartalnika „Zeszyty Łomżyńskie” wydawanego przez oddział łomżyński TPZŁ. Współpracował w tym zakresie m.in. . bardzo ściśle z Tadeuszem Dudo.
Tadeusz Dudo także urodził się w Łomży. Ojciec, Zygmunt Dudo, z zawodu grafik i dekorator, z zamiłowania fotografik i etnograf, przekazał synowi uzdolnienia i zamiłowania, co rzutowało na rozwój twórczy Tadeusza. Uczęszczał do szkół łomżyńskich, a maturę w 1955 r. uzyskał w Liceum Przemysłowo-Pedagogicznym w Łomży, następnie ukończył Studium Nauczycielskie w Łodzi. W latach 1969-1974 kontynuował studia na Uniwersytecie Warszawskim, a po ich ukończeniu został członkiem Ogólnopolskiego Seminarium Pedagogiki Pracy. W 1990 r. uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki na podstawie przedstawionej pracy doktorskiej pt. „Wpływ wiadomości jako informacji sterujących czynnościami na kształtowanie umiejętności praktycznych uczniów”. Pracę zawodową po uzyskaniu matury rozpoczął w macierzystej szkole - Technikum Pedagogiczno-Przemysłowym w Łomży, a następnie przejął stanowisko instruktora Powiatowego Ośrodka Metodycznego w Łomży i pracę w Szkole Podstawowej Nr 6, a potem w Szkole Nr 4. W 1975 r. po utworzeniu województwa łomżyńskiego T. Dudo został pracownikiem Kuratorium Oświaty i Wychowania w Łomży, pełniąc funkcję wizytatora - metodyka w Wojewódzkim Ośrodku Metodycznym w Łomży W tymże czasie zorganizował Pracownię Dydaktyczno-Techniczną, jedną z pierwszych w kraju, i został jej dyrektorem. Obok pracy zawodowej przez całe życie wiele czasu poświęcał działalności społecznej. Najwcześniej działał w ZHP, następnie - już jako nauczyciel - prowadził drużyny harcerskie. Od lat szkolnych zajmował się fotografiką, prowadził szkolne koła fotograficzne w TPP, Szkole Podstawowej Nr 6 oraz w Szkole Podstawowej Nr 4, organizując wycieczki z aparatem fotograficznym po Łomży i okolicach, a następnie pracując z młodzieżą w zorganizowanej i wyposażonej z jego inicjatywy pracowni fotograficznej w Szkole Podstawowej Nr 4, a potem w Szkole Podstawowej Nr 3 w Łomży. Na początku lat 80. związał się z Towarzystwem Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej. Przywiązany do rodzinnego miasta i z nim związany przez całe życie, mimo propozycji pracy w Białymstoku i Warszawie pozostał wierny Łomży. W 1983 r. został wybrany na prezesa Oddziału Łomżyńskiego i wiceprezesa Zarządu Głównego TPZŁ. W trakcie działalności w TPZŁ Tadeusz Dudo zdecydował się na wydawanie pisma informacyjnego pt. „Wiadomości Łomżyńskie”. Początkowo miały one format zeszytu i były drukowane na powielaczu. Inicjatywa T. Dudo zyskała poparcie ZG TPZL i w latach 1991-92 „Wiadomości” ukazywały się drukiem jako czasopismo formatu A-4, początkowo czarno-białe, a potem z kolorową okładką. Gdy z braku funduszy czasopismo przestało być wydawane, zaproponowano mu stworzenie i redagowanie Katolickiego Magazynu Społecznego „Wspólna sprawa”, ukazującego się w latach 1992-93.Ponownie podjął się funkcji prezesa Oddziału TPZŁ w 1998 r. i pełnił tę funkcję do śmierci. Znów zachęcił Zarząd Oddziału do stworzenia własnego wydawnictwa, tym razem pt. „Zeszyty Łomżyńskie”, których został redaktorem naczelnym. Pismo cieszyło się wysoką oceną członków oddziałów TPZŁ w kraju, było wysyłane łomżyniakom do USA. Będąc prezesem Oddziału Łomżyńskiego TPZŁ Tadeusz Dudo podjął owocną współpracę z Zastępem Łomżyńskim Drużyny Weteranów - Harcerzy Ziemi Łomżyńskiej - Krąg Seniorów im. Leona Kaliwody. Pracując zawodowo i społecznie był organizatorem i współorganizatorem wielu sesji naukowych i popularno-naukowych. Tadeusz Dudo był też długoletnim członkiem Łomżyńskiego Towarzystwa Naukowego im. Wagów, spisał i opracował redakcyjnie oraz opatrzył wstępem wspomnienia Jadwigi Chętnikowej, wydane pt. „Z Bogiem dla Polski”. Za długoletnią pracę zawodową i społeczną został uhonorowany Brązowym Krzyżem Zasługi (1970), Złotym Krzyżem Zasługi (1976), Srebrną Odznaką Zasłużony Działacz WK (1978), odznaką Opiekun Miejsc Pamięci Narodowej (1979), Srebrnym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej (1980), odznaką „Za Zasługi dla Województwa Łomżyńskiego (1980), Złotą Odznaką ZNP (1981), Brązowym Medalem za Zasługi dla Obronności Kraju (1984), Odznaką Zasłużony Działacz Kultury (1984), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1984), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1985). Związek małżeński zawarł w 1961 r. z Ireną Brzozowską, nauczycielką. Tadeusz Dudo zmarł 30 IV 2001 r. w Łomży. Spoczywa na zabytkowym cmentarzu parafialnym przy ul. Kopernika (d. Św. Mikołaja). 18 stycznia 2013 r. w Zalesiu Górnym w wieku 88 lat odeszła do Pana Wiesława Laszczkowska „Jaskółka” – członkini Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej, żołnierz Polski Niepodległej i Armii Krajowej, Harcerka Rzeczypospolitej. Urodziła się 1 lutego 1925 roku w Nowogrodzie jako córka Józefa i Aleksandry z Borchedtów. Rodzina Wiesławy wraz z dziadkami prowadzącymi gospodarstwo rolne żyła do czasów wojny szczęśliwie i spokojnie. Ona sama skończywszy w 1937 roku VI klasę nowogrodzkiej szkoły powszechnej rozpoczęła po egzaminach naukę w łomżyńskim Gimnazjum im. Marii Konopnickiej. Do wojny ukończyła dwie klasy. Wrzesień 1939 roku był dla niej początkiem najgorszego w życiu okresu. W zniszczonym doszczętnie Nowogrodzie, w następstwie działań wojennych, spłonął również dom rodzinny. Po ucieczce z linii frontu i następującym po niej powrocie Niemcy zatrzymali ojca, o którym nie było żadnej wieści. Szczęśliwie w wyniku udanej ucieczki z b. Prus Wschodnich powrócił po dwóch miesiącach. Z pomocą przyszła babcia, umożliwiając rodzinie zamieszkanie w Grzymałach, jednak wkrótce zmożona krótką chorobą babcia zmarła w czerwcu 1940 roku. W marcu 1941 roku sowieckie władze wezwały ojca na przesłuchanie i po krótkim zwolnieniu na kilka dni, które spędził z nami, zmarł w łomżyńskim szpitalu zakaźnym - orzeczono, że na zapalenie płuc i zakażenie. W owym czasie Wiesława była uczennicą sowieckiej 10-latki w Łomży. Kolejne sowieckie represje to wywózka do Kazachstanu jej drugiej babci wraz z córką i kilkuletnim wnukiem. Nastąpiło to 21 czerwca 1941 r., a przecież 22 czerwca władzy radzieckiej już nie było i rozpoczęła się okupacja niemiecka. Rodzina - już tylko matka z córką i młodszym synem - opuściła Grzymały i zamieszkała w Nowogrodzie u przyjaciół, a niebawem we własnym niewielkim domku. Po roku - kolejna żałoba, gdy 27 marca 1942 r. zmarł 15–letni brat Wiesławy. Ona przystępuje do ruchu oporu, wstępując w czerwcu 1942 do organizacji wojskowej „Polska Niepodległa”, włączonej później do Armii Krajowej. Powierzono jej kierownictwo sekcji WSK, a ponadto była łączniczką pomiędzy placówką PN Nowogród a Komendą Obwodu PN–AK w Łomży. Brała czynny udział w organizowaniu pomocy uwięzionym i jeńcom. Uczestniczyła w szkoleniu sanitarnym dla celów wojskowych. Za udział w walce z okupantem odznaczono ją 3–krotnie medalem Wojska przez MON Rządu RP w Londynie, posiadała również Krzyż Armii Krajowej Pochód Armii Czerwonej to ponowne zgliszcza Nowogrodu we wrześniu 1944 roku. Ciężkie boje na linii Narwi zmusiły mieszkańców do życia w schronach. Niemcy zmusili ludność do opuszczenia schronów i Wiesława z matką oraz dziadkiem przetrwali zimę w Janowie pod Kolnem, przyjęci z serdecznością i troską w domu państwa Ślesińskich. Powrót na zgliszcza Nowogrodu nastąpił w lutym 1945 roku. Wiesława Laszczkowska otrzymała w tym roku maturę, a w następnych latach ukończyła studia humanistyczne, uzyskując tytuł magistra. Od 1948 roku zamieszkuje z mamą u rodziny w Warszawie, a po zawarciu związku małżeńskiego z Mieczysławem Laszczkowskim, osiedla się również z mamą w Zalesiu Górnym. Mama mieszka tam do śmierci w 1988 roku. Po podjęciu pracy w Centralnej Bibliotece Instytutu Zoologii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie sprawuje nadzór nad bibliotekami oddziałów Instytutu Zoologii PAN w Krakowie, Poznaniu, Łodzi i Białowieży. Awansowała kolejno i jako starszy kustosz dyplomowany kierowała tą biblioteką. W latach przemian angażuje się czynnie w szeregi „Solidarności”, a po przejściu na emeryturę pozostawia w zbiorach biblioteki liczne własne opracowania bibliograficzne i kilka publikacji naukowych. Wiesława Laszczkowska, będąc już przed wojną harcerką, wstąpiła w 1993 roku do Drużyny Weteranów Harcerstwa Łomżyńskiego. Stała się też członkiem Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej. Druhna Wiesława uprawiała malarstwo i publicystykę. Na sesji popularnonaukowej „Spotkania Chętnikowskie” w Nowogrodzie 21 czerwca 1997 roku wystąpiła z referatem „Zofia z Klukowskich Chętnikowa i dzieci (1892–1950)”. Należała do Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Była członkiem Koła Przyjaciół Memoriału Marii Wittek. Wiesława Laszczkowska otrzymała Godność Zasłużonego Weterana Harcerstwa Łomżyńskiego. W listopadzie 2002 roku nadano jej stopień Harcerki Rzeczypospolitej. Została pochowana 28 stycznia po Mszy św. w kościele św. Karola Boromeusza na warszawskich Powązkach. 29 czerwca 2013 w Warszawie zmarła Maria Sawicka. Urodziła się 16 lipca 1927 roku. Była córką pochodzącego z Wieliczki Stanisława Barana – podoficera Wojska Polskiego. Łomżynianką została w wieku 7 lat, kiedy to ojciec – podoficer Wojska Polskiego - wraz z mamą postanowili przeprowadzić się z Ostrowi Mazowieckiej do 33. Pułku Piechoty w Łomży. Tu mieszkała samotnie babcia Marysi ze strony mamy. Zamieszkali na Łomżycy. Ojciec Marysi był szefem kompanii i kompanijnej kancelarii. Zawsze też pełnił obowiązki chorążego pułkowego sztandaru. Marysia ukończyła w 1947 roku Liceum Ogólnokształcące w Łomży. Po przyjeździe do Warszawy, już razem z mężem Jurkiem wstąpiła do Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej w styczniu 1994 roku. Ostatnie nasze spotkanie w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki na Elektoralnej odbyło się w końcu maja. Było przez Marię głównie poświęcone wspomnieniom o naszych kolejnych pożegnaniach, jak również wspomnieniom młodzieńczych łomżyńskich wspaniałych lat. Marychna była w doskonałej formie. Bardzo interesująco opowiadała o Wiesi Korytkowskiej-Laszczkowskiej, członkini TPZŁ, żołnierzu Polski Niepodległej i AK, Harcerce Rzeczpospolitej, która zmarła w styczniu bieżącego roku. Oboje z Jurkiem szykowali się do wyjazdu do lasu w Topolinie, gdzie od lat mają swoją posiadłość i nic nie zapowiadało bliskiego Jej końca. Kiedy dotarła do nas informacja o nagłej śmierci Marychny była to dla nas wieść szokująca, bardzo przykra i bolesna. Jak teraz w naszym Towarzystwie będziemy egzystować bez Ciebie? Śp. Maria Sawicka spoczęła na cmentarzu w Marysinie Wawerskim. Odprowadzili ją w ostatniej drodze m.in. przedstawiciele prezydium Zarządu Głównego TPZŁ oraz członkowie Oddziału Warszawskiego TPZŁ ze Sztandarem, b. prezydent Łomży Jerzy Brzeziński, mąż Jerzy, córka Ewa z najbliższą rodziną, przyjaciele, znajomi. Odpoczywaj w pokoju Marychno, bo na wieczny odpoczynek zasłużyłaś sobie jak mało kto - bardzo pracowitym, pożytecznym i serdecznym życiem... To nazwisko związane jest ze znanym łomżyńskim rodem Jakubowskich. Przed wojną Stanisław Płodowski miał sieć cukierni, m.in. w Łomży na Nowym Rynku w pobliżu kina „Miraż”. Jego syn, Tomasz Płodowski († 94 l.) – absolwent łomżyńskiego gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki przez wiele lat pracował jako ceniony specjalista konstrukcji z betonów sprężonych stosowanych w budowlach morskich, m.in. wież wiertniczych. Urodził się 21 listopada 1915 r., zmarł 24 grudnia 2009 r. Był uznanym na świecie autorytetem w tej branży. Po długim, bardzo pracowitym, ale też pięknym życiu na obczyźnie powrócił na zawsze do rodzinnego miasta. 28 maja 2010 roku jego prochy zostały pochowane w grobie rodzinnym Jakubowskich na cmentarzu parafialnym. Nad grobem żegnali go m.in.: Anna Płodowska, Zofia Davidson, Jadwiga Płodowska, Wojciech Płodowski. Pożegnanie nad mogiłą wygłosiła Zofia Davidson - córka jego brata Grzegorza: - W imieniu obecnych członków rodziny i tych, którzy nie mogli być z nami na tej uroczystości, żegnamy naszego stryja, śp. Tomasza Płodowskiego w mieście, w którym się urodził, wychowywał, ukończył maturę i do którego wraca po długiej, 94-letniej ziemskiej tułaczce... Shoszana Donin, założycielka Domu Łomży w Tel-Avivie, w którym zgromadziła mnóstwo pamiątek z Łomży, organizowała wystawy i spotkania z przyjaciółmi związanymi z Ziemią Łomżyńską i okolicami, zmarła w piątek 2 sierpnia 2013, rano. Walczyła o pamięć o Żydach z Łomży. Była osobą, która darzyła Łomżę i ludzi z Łomży ogromnym sentymentem, chociaż tu urodził się tylko jej brat w 1934 roku. Rodzina w 1936 r. zdążyła uciec przed zbliżającą się wojną do Palestyny i tam na Ziemi Obiecanej już się urodziła. Zawsze jednak uważała Łomżę za swoje rodzinne miasto, a ul. Senatorska - to jej ulica. Starała się tu przyjeżdżać jak najczęściej. Zabierała ze sobą znajomych, pokazując swoje rodzinne strony - Łomżę, Myszyniec. Mnóstwo osób z Izraela szukając swoich korzeni za jej poręką trafiało do grodu nad Narwią. W Tel-Avivie, a w zasadzie w Giva-Tajm gdzie mieszkała, założyła DOM ŁOMŻY. Zgromadziła w nim mnóstwo pamiątek związanych z Łomżą, organizowała wystawy i spotkania z przyjaciółmi związanymi z Ziemią Łomżyńską i okolicami. Starała się o ogrodzenie obu cmentarzy w Łomży. 10 września 2013 r. zmarła po bardzo długiej chorobie Regina Wszeborowska – zasłużona nauczycielka i harcerka, organizatorka tajnego nauczania w Łomży, laureatka godności „Honorowy Członek Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej”. Miała 96 lat. Spoczęła na cmentarzu w Piątnicy.


