Powstanie Styczniowe w Łomży i na Ziemi Łomżyńskiej: tak je widział Prezydent

  IMG 1865Prezydent Łomży w latach 19819-1934 Władysław Świderski był bystrym obserwatorem zdarzeń zachodzących w czasach mu współczesnych, ale też w historii umiłowanego miasta. W pracy "Łomża" (1925 r.) opublikował m.in. niezwykle szczcegółowy zapis wydarzeń, jakie miały miejsce podczas Powstania Styczniowego. Warto zapoznać się z tym unikalnym materiałem zanim spotkamy sie przed znanym nam wszystkim pomnikiem - głazem na tzw. "Mokrej Łączce" przy Szosie Zambrowskiej, by oddać hołd bohaterom.  Dobrze, że  te rocznicowe spotkania w tym uświęconym krwią męczenników miejscu od ubiegłego roku stały się okazją do pogłębionej refleksji o naszej niełatwej, także tej bardzo lokalnej historii. 

W Łomży wybuch powstania 1863 roku poprzedził szereg manifestacji patriotycznych. Manifestacje te odbywały się przeważnie w kościołach, gdzie odprawiano uroczyste nabożeństwa w rocznice wypadków historycznych. Często w ciche letnie wieczory gromadziła się ludność wokoło figur, lub na placyku obok kościoła ewangelickiego przy krzyżu, postawionym ku uczczeniu poległych w dniu 27 lutego 1861 roku w Warszawie. Śpiewano tam pieśni patriotyczne „Boże coś Polskę”, „Jeszcze Polska nie zginęła” itp. Organizatorami tych manifestacji byli: ks. Talarowski, niektórzy profesorowie szkoły wydziałowej łomżyńskiej jak Wroński i młodzież rzemieślnicza. Stałe zebrania patriotyczne odbywały się w mieszkaniu wdowy po prezesie trybunału, Trzeczkowskiej, za co w roku 1861 była aresztowana. Bardzo czynnym był pastor ewangelickiej parafii tutejszej Haberkandt, zesłany później w głąb Rosji, który często miewał patriotyczne kazania, a nawet w roku 1863 z ambony groził przekleństwem kościelnym przeciwnikom powstania.

Wrogi nastrój do rządu rosyjskiego coraz bardziej się potęgował. Przy miejscowym oddziale Towarzystwa Rolniczego grupowały się żywioły umiarkowane, składające się przeważnie z okolicznego ziemiaństwa, zamożniejszych mieszczan i wyższych urzędników, tak zwana partia „białych”. Partia „czerwonych” była liczniejsza i należeli do niej młodzież rzemieślnicza i uczniowie szkoły wydziałowej. Przywódców tej partii dostarczały zawody wolne. Jak jedna tak i druga partia były owiane gorącą miłością Ojczyzny i dążyły, choć różnymi drogami, do jednego celu: uzyskania niepodległości Polski. Gdy powstanie coraz więcej dojrzewało, stronnictwo białych, w roku 1862 na gruncie łomżyńskim odbyło się trzy zjazdy. Pierwszy zjazd odbył się w majątku Olszyny u Władysława Downarowicza, który został wysłany do Warszawy dla zasięgnięcia informacji. Po powrocie Downarowicza odbył się drugi zjazd w majątku Bożejewo u Kazimierza Seweryna, gdzie uchwalono ponownie wysłanie do Warszawy po wieści Stefana Woyczyńskiego i wyznaczono termin ponownego zjazdu u Pawła Grabowskiego, właściciela Małego Płocka. Na tym zjeździe Woyczyński zakomunikował zebranym, że w Warszawie partia czerwonych zwyciężyła i wybuch powstania jest nieunikniony.

            Po tym oświadczeniu, niektórzy ziemianie przyłączyli się do stronnictwa czerwonych i zaczęli przygotowywać się do nadchodzących wypadków. W prędkim czasie z partii czerwonych wyłonił się Komitet Centralny w Warszawie, który zorganizował rząd powstańczy w kraju. Naczelnikiem Województwa Augustowskiego został Cyprian Akord, który wrócił z Syberii, zesłany tam za udział w spisku 1848 roku, następnie SztermerKozieło i Aleksander Andruszkiewicz. Bardzo prędko ukonstytuowały się powstańcze władze powiatowe i okręgowe. Naczelnikiem powiatu łomżyńskiego był Wilhelm z Sędziwuj, dalej Adolf Litwiński z Korutek i Antoni Ignacy Wyszomirski ze wsi Tabędz. Powiat dzielił się na 5 okręgów. Na czele każdego okręgu stał okręgowy. W okręgu zambrowskim był Onufry Zabierzewski, dzierżawca majątku Kołomyja; w miastkowskim – Julian Grochowski, właściciel majątku Zaruzie; w kolneńskim – Jan Borkowski b. sekretarz komisji wojennej Cytadeli Warszawskiej
i w sok
ólskim – ks. Osiński.

Łomża stanowiła oddzielny okręg miejski, naczelnikiem którego był Ludwik Wroński, nauczyciel miejscowej szkoły wydziałowej. Pod koniec 1863 roku z części powiatu łomżyńskiego, po prawej stronie Narwi, utworzono powiat biebrzański. Władze wojewódzkie i powiatowe komunikowały się z Komitetem Centralnym w Warszawie za pomocą komisarzy, którzy jednocześnie czuwali nad sprawnością organizacji. Wojewódzkim komisarzem był CzyńskiRadziszewski, powiatowym zaś Wincenty Kamiński, student uniwersytetu petersburskiego, a później Zabłocki. Komisarzem na miasto Łomżę był Artur Awejde, brat członka Komitetu Centralnego. Komisarzom zarazem była podległą żandarmeria, naczelnikiem której był Ignacy Pieniążek, rządca z Giełczyna. Starszym żandarmem na m. Łomżę był Wilcz. Skarbowością w powiecie zarządzał Antoni Milberg. Każdy z naczelników wymienionych urzędów miał zastępcę, który w chwili aresztowania, czy też emigracji pierwszego bez przerwy pełnił dalej obowiązki urzędu.

            Zadaniem władz cywilnych było dostarczenie ludzi, odzieży, żywności, furażu
i uzbrojenia dla partii, rozkład i zbieranie podatków na cele powstania. Organem wykonawczym władz powstańczych była żandarmeria, która miała poruczone ściganie szpiegów i dezerterów, zbiórkę broni itp.

            Ważniejsze przestępstwa przeciwko powstaniu w zasadzie sądził trybunał rewolucyjny, lecz w Łomży i powiecie przez cały czas powstania nie było go. Żandarmeria często bezwzględnie i surowo spełniała swe zadania. Trapiona przez władze rosyjskie, obdarzana nieufnością przez większą część społeczeństwa, była przyszykowana każdej chwili na więzienie, lub śmierć. Toteż nic dziwnego, że lekceważyła życie cudze. Według danych rządu rosyjskiego w roku 1863-64 w Łomży i powiecie łomżyńskim, żandarmeria ukarała 174 osoby, w tym kilkunastu śmiercią. Karę śmierci stosowano przeważnie do szpiegów, lecz były wypadki, że wieszano za nie przystąpienie do partii, dezercję, lub nawet na nie oddanie dubeltówki.

            Skutkiem napięcia patriotycznego, a być może i terroru, władze powstańcze miały duży posłuch w Łomży i powiecie. Nałożone podatki płacono niezwłocznie, jak również spełniano wszystkie świadczenia na rzecz powstania. Zarządzona przez Rosjan 15 stycznia 1863 roku branka rekruta nie udała się. Poborowi zdemolowali urząd poborowy i skryli się w okolicznych lasach, łącząc się w drobne grupy i partie. W Łomży podczas wybuchu powstania stał tylko oddział inwalidów, komendantem których był major Moczukiewicz, Polak. Inwalidzi pełnili służbę wartowniczą i być może dlatego nie było próby ich rozbrojenia.

            W dniu 21 lutego 1863 roku do Łomży przybył sztab dywizji z oddziałem wojska  w sile 2 batalionów piechoty, 2 rot strzelców, roty saperów, szwadronu kawalerii i seciny kozaków. Wojsko samowolnie zaczęło rekwirować kwatery w mieście, używając za kwatermistrzów kozaków, a że mieszczanie żądali okazania nakazów kwaterunkowych z Magistratu i niechętnie wpuszczali żołnierzy do mieszkań, więc przemówił kozacki argument: nahajka. Tegoż samego dnia radni miejscy: ks. Andruszkiewicz, L. Szymborski, K. Henseleit, I. Nartowski i L. Kaufman pod przewodnictwem prezydenta Ignacego Jedlińskiego założyli protest przeciwko nadużyciom. Oczywiście, że protest ten przebrzmiał bez echa. Pomimo obecności silnego oddziału w mieście, organizacja rewolucyjna była bardzo czynna. Szyto mundury i kożuszki, zbierano podatki narodowe i ofiary na rzecz powstańców często jawnie, w kościele. Doktorzy Wojciechowski i Edelsztein zorganizowali pomoc dla rannych i chorych partyzantów, w okolicy zaś zaczęły się tworzyć większe partie, nad którymi dowództwo objęli: Skarzyński, Grzymała z Przytuł, Kwapiszewski, Zameczek, Cichorski, Zdziechowski, Górski, Kobyliński, Brandt, Obuchowicz, Wolski, Wawer-Ramotowski i inni. Partie te krążyły w okolicach, omijając Łomżę, w której stał dosyć silny garnizon rosyjski. Zadanie partyzanckich oddziałów polegało na niepokojeniu Moskali w rozmaitych punktach Ziemi Łomżyńskiej, częstym niszczeniu drogi żelaznej, telegrafów, mostów i rozbrajaniu drobnych oddziałków wojska i komend żandarmskich.

            Jednocześnie z ogłoszeniem przez Rząd Narodowy powstania, bo już na drugi dzień, w dniu 23 stycznia, partyzanci zburzyli tor kolejowy pod Surażem, napadli na st. kolejową Łapy, którą zajęli i zburzyli, a żandarmów pobiwszy, rozpędzili. Tegoż samego dnia rozbrojono żandarmów w Sokołach, a w Stelmachowie, pod Jeżewem, rozbrojono pewną ilość żołnierzy majora Felknera idącego z Tykocina do Łomży. Felkner cofnął się do lasu, gdzie ostrzeliwując się pozostał aż do nadejścia posiłków. W nocy z 23 na 24 stycznia, oddział kosynierów, jakoby około 400 ludzi liczący, pod dowództwem ZameczkaCichorskiego, zaatakował IV secinę 360go pułku kozaków Dońskich. Kozacy ukryci w domach musieli opuścić jednak miasto i w większości przebili się do Mężenina. W Tykocinie nad ranem 24 stycznia powstańcy uderzyli na 1 rotę (kompanię) załogi. Po nadejściu posiłków z Białegostoku powstańcy zaprzestali ataku.  25 stycznia młodzież szlachty zagonowej łomżyńskiej pod dowództwem Władysława Wilkoszewskiego i Józefa Korewicza-Szepietowskiego, dążąc do połączenia się z Zameczkiem, uderzyła na kompanię piechoty w Mężeninie. Krwawa to była walka i gdy na pomoc Moskalom przybył ze Stelmachowa major Felkner, zakończyła się pogromem. Przeszło 40 powstańców zginęło. Między innymi poległ od kuli dowódca Szepietowski, a Wilkoszewski został ranny. Moskale też ponieśli dotkliwe straty, tracąc sporo zabitych i 20 rannych, z których oficer Niepokojczycki zmarł zaraz, a drugi oficer dnia następnego. Dla wyparcia powstańców z Łap ruszył 27 stycznia Suskow, pułkownik Libawskiego pułku piechoty i po drodze w lasach wsi Płonka Kościelna, Strumianka i Kozły napadł na powstańców, którzy po słabym oporze, utraciwszy 38 jeńców, w liczbie których był i ksiądz, rozpierzchli się.

            Potem partyzanci z Łomżyńskiego ruszyli do Siemiatycz w Białostockie, gdzie pod dowództwem Zameczka, zebrał się liczniejszy oddział, na który od strony Ciechanowca szedł gen. Maniukin z 7 kompaniami piechoty, kozakami i 4 działami, a od Węgrowa Krywonosow. 6 lutego, o godzinie 4 ukazał się Maniukin i zaczął ostrzeliwać z dział miasteczko. Kosynierzypod wodzą Mystkowskiego uderzyli na Moskali, którzy nie mogąc wytrzymać ataku cofnęli się, pozostawiając w ręku powstańców 2 armaty i na placu boju kilkunastu zabitych i rannych. Postańcy zaś utracili 13 rannych i 14 zabitych, między którymi byli: Mikołaj Śnieżyński i Adam Wolman. Zawezwane przez Zameczka oddziały powstańcze wszystkie już zajęły pozycję w pobliżu Siemiatycz, lecz dowódca, pomimo zwycięstwa i przewagi nad nieprzyjacielem zamierzał wycofać się z miasta i dlatego wysłał tabory i jazdę w stronę Drohiczyna. Na zwołanej rano 7 lutego radzie wojennej postanowiono bronić Siemiatycz. Wtedy Zameczek zdał dowództwo naczelne Lewandowskiemu, głównodowodzącemu w województwie podlaskim, zajmując pozycję od strony Bielska, rozstawiając strzelców na cmentarzu i kosynierów pod osłoną mrów cmentarza. Na rynku stanął Lewandowski, w pałacu Fenschava Rogiński, a Władysław Jabłonowski przybyły z Węgrowa z 800 ludźmi, podczas walki miał napaść na tyły nieprzyjaciela. Około godz. 12 w dzień Maniukin zaatakował pozycje powstańców, obsypując je granatami i deszczem kul karabinowych. Dubeltówki powstańców, w jakie przeważnie byli uzbrojeni, nie mogły sprostać uzbrojeniu rosyjskiemu, a kiedy nadeszła jeszcze pomoc Moskalom, po zaciętym oporze powstańcy zaczęli wycofywać się z miasta. Straty powstańców w tej bitwie były bardzo dotkliwe, przeszło 100 poległo, a wielu wzięto do niewoli i osadzono w więzieniu w Grodnie. Pałac został zrabowany i spalony. Takiż los spotkał miasto. Po bitwie w Siemiatyczach, wracając w swe strony, oddziały łomżyńskie stoczyły parę drobnych utarczek z podjazdaminieprzyjacielskimi w Surażu i Warelach i podążyły do partii Konstantego Wawra-Ramotowskiego, byłego czwartaka i towarzysza broni Zameczka i Padlewskiego. Rząd Narodowy mianował Wawra dowódcą sił zbrojnych południowej części województwa augustowskiego i rozkazał mu niezwłocznie udać się w te strony i ożywić ruch powstańczy. W tym celu Wawer organizował partię w Komorowie pod Ostrowiem i mając paręset ludzi, przeważnie rozbitków z różnych partii, niekarnych i źle uzbrojonych, wciąż przenosił się z miejsca na miejsce. Unikając bitwy, postanowił Wawer przedrzeć się w lasy augustowskie. Poprzez lasy Czerwonego Boru, Chomontowo, Szczepankowo i Chojny, ominąwszy Łomżę,
w dniu 26 marca stanął w Nowogrodzie. Jednocześnie ukazali się kozacy. Znużeni 20-godzinnym marszem powstańcy ruszyli do Morgownik, spaliwszy za sobą most na Narwi. Zająwszy Nowogród Moskale urządzili do powstańców znajdujących się po drugiej stronie rzeki kanonadę, która jednak nie wyrządziła żadnych strat. Jednak w Morgownikach nie można było odpocząć. Każdej chwili Moskale mogli przedostać się za Narew i osaczyć powstańców, przeto Wawer zmienił nagle kierunek: poszedł na Dębniki, Zbójn
ą, Laski, Gawrychy, Dobrylas, Żelazną Rudę, Kąty i Rakowo do Korzenistego, gdzie przybył 29 o godz. 11 w nocy i zażył kilkugodzinnego wypoczynku. W Korzenistem partia została zaopatrzona w odzież, obuwie, żywność, a co najważniejsze w broń palną i zwiększona kilkunastoma ochotnikami ruszyła dalej, zmieniając znowu marszrutę. O świcie 30 marca idąc na Piardy, Orlikowo i Niecki, nad wieczorem przybyła do Przytuł, gdzie spotkała się z przednimi strażami kolumny esauły Matwiejewa, wysłanego z Łomży z oddziałem sofijskiego pułku, 80 kozakami i strażą graniczną dla ścigania Wawra. Nie przyjmując bitwy Wawer wyszedł z Przytuł i przez Kubrę, Konopki, Brodowo, Racibory, Karwową Wysę, Mścichy i Klimaszewice, stanął o godzinie 8 rano dnia 31 marca w Białaszewie. Kilkudniowy forsowny marsz znużył i wyczerpał ludzi, pomimo to Wawer postanowił wstrzymać tu Moskali. Po godzinie nadciągnęli Moskale  i rozpoczęli żywy ogień do pikiet powstańczych. Wyprawiwszy bagaże do lasów osowieckich Wawer obsadził zabudowania dworskie sekcją służbową, która celnymi strzałami powstrzymywała nieprzyjaciela, a sam wycofał się do Osowca. W utarczce tej polegli: adiutant Wawra Henryk Komornicki z Wołynia i Wawrzyniec Cieśliński cukiernik, 8 zostało rannych, w tym 2-ch uczniów gimnazjum łomżyńskiego. Po zajęciu wsi Moskale zemścili się okrutnie. Właściciela Białaszewa Kaliksta Świderskiego i jego syna srodze zbili, a córkę Wespazję zabili. Dwór zrabowali i wszystkie zabudowania obrócili w perzynę.

            Z Osowca Wawer miał zamiar przedrzeć się do lasów augustowskich, ścigany przez kolumnę majora Dewela w sile 500 bagnetów i szabel, która ruszyła ze Szczuczyna by zluzować oddział Matwiejewa. Idąc śladem Wawra Dewel dopadł powstańców pod Gorcem. Kozacy rozwinęli się po obu stronach kolumny, obsypując ją nieustannymi strzałami z gwintówek, sami zaś trzymali się w takiej odległości, że kule z lichej broni powstańczej dosięgnąć ich nie mogły. Dzień i noc trwał ten marsz. Który z powstańców upadł ze zmęczenia i pozostał – ginął mordowany bez litości przez kozaków. Dopiero w Suchowoli udało się Wawrowi uwolnić partię od pościgu. Zapuściwszy się w lasy sztabińskie, Wawer dał wypoczynek partii, organizując ją i powiększając przez napływ nowych ochotników. W okolicy Lipska, w bardzo niedostępnej miejscowości, zwanej Kozi Rynek, rozłożył się Wawer obozem, dokąd ściągały drobne oddziały. Po objęciu dowództwa po Al. Andruszkiewiczu i wcieleniu jego partii do swego oddziału, operował Wawer między Augustowem i Sejnami, staczając cały szereg drobnych potyczek, na ogół nieszczęśliwych dla oręża polskiego: znaczniejsza z tych potyczek miała miejsce 23 kwietnia 1863 roku pod Czarnym Brodem, gdzie między innymi padł ciężko ranny uczeń VI-ej klasy gimnazjum łomżyńskiego Feliks Mianowski, dowódca cząstkowego oddziału kosynierów Tadeusza Woyczyńskiego. Przeciwko Wawrowi ruszyły kolumny nieprzyjacielskie z Augustowa, Sejn, Suwałk i Białegostoku, aby go ostatecznie osaczyć i rozbić. Powiadomiony o tym Wawer postanowił przedrzeć się w Łomżyńskie pod Kadyszem, w dniu 21 maja 1863 roku przyszło do większej rozprawy, gdzie kosynierzy Tadeusza Woyczyńskiego i Orechwy zmusili do bezładnej ucieczki Moskali. W walkach tych Wawra odznaczyli się szczególnie wspomniany Woyczyński, Wincenty Ryklewski, 65- letni dowódca kawalerii Tomasz Krzywiec i wielu innych.

            Przez ten czas w Łomżyńskiem uwijał się cały szereg pomniejszych dowódców, którzy, zebrawszy po mniej lub więcej ludzi, dążyli do połączenia się z większymi oddziałami, lub dziali na swoją rękę. W dniu 27 maja 1863 roku, w okolicy Tykocina zebrał się około 400 ludzi liczący oddział, częścią którego dowodził Dzwonkowski, pełen poświęcenia młodzieniec, a drugą niejaki Szajecki, były oficer rosyjski, przybyły z Białegostoku. Zręcznie udawał on patriotę i pozyskał zaufanie niedoświadczonych ludzi, którzy obdarzyli go godnością dowódcy. Następnego dnia, celem połączenia się z partią Wodzińskiego, oddział ruszył w stronę Czerwonego Boru i Śniadowa i Szajecki rozłożył się obozem pod wsią SzlasyLipno, gminy rutkowskiej, ludziom rozdał tylko po trzy ładunki i kazał ustawić broń w kozły; pomimo, że był ostrzeżony przez pewnego szlachcica o zbliżaniu się Moskali i doradzano mu, aby cofnął się do lepszej, poprzedniej pozycji, Szajecki złajał informatora i rozkazał ludziom udać się na spoczynek, nie rozstawiwszy straży. W prędkim czasie ukazało się wojsko w sile 2 kompanii piechoty, dowodzonej przez kapitana Archarytowa i Fitinhofa i secina kozaków pod wodzą esauły Matwiejewa. W czasie tego Szajecki uciekł, Moskale zaś otoczyli prawie śpiących powstańców, którzy nie widząc żadnego dla siebie ratunku i nie posiadając broni, gdyż część tylko tej partii uzbrojona była w kosy i stare strzelby myśliwskie – reszta była bezbronną, prosili o darowanie życia. Moskale głusi byli na prośby i rozpoczęli dosłowną rzeź bezbronnych, przy czym w mściwości i okrucieństwie specjalnie odznaczali się dowódcy kolumny. Nazajutrz w Rutkach odbył się pogrzeb 55 strasznie zmasakrowanych ciał powstańców, w sąsiednich Kuleszach 6 i oprócz tego dni następnych znaleziono w krzewach sporo ciał innych pomordowanych, tak że straty w tej rzezi wynosiły około 100 ludzi. Reszta oddziału, zawdzięczając roztropności oficera Ignacego Lustańskiego, potrafiła się wymknąć. Dzwonkowski, obozujący niedaleko, spostrzegłszy zdradę i przeważne siły nieprzyjaciela, uszedł cało.

            W końcu czerwca, osaczony w Augustowskiem przez wojska ks. Emila Sayn-Wittgensteina de Berleburg, Ramotowski postanowił przedrzeć się z powrotem w Łomżyńskie. Dążąc do Puszczy Czerwonoborskiej stoczył kilka potyczek. Zebrawszy rozbite pod Krasnem oddziały, pułkownik Ramotowski sformował w lasach sztabińskich skąd 2 lipca, kierując się ku Wiźnie przeszedł Nettę i kanały spokojnie. 4 lipca pod Woźną Wsią, zauważywszy pościg Moskali, wsadził znużony oddział na 200 podwód i 5-go lipca stanął w Radziłowie. Odpocząwszy pół dnia w tym miasteczku, miał zamiar pod wieczór ruszyć dalej, gdy nagle na rynek wpadła secina kozaków pod wodzą esauły Matwiejewa, wysłana przez Maniukina z Białegostoku, w pościgu za powstańcami. Po krótkiej wymianie strzałów, kozacy cofnęli się, zostawiając na rynku kilka janczarek i zabitego konia, a oddział powstańczy ruszył w stronę Wizny. Kozacy, wzmocnieni posiłkami, w sile 3 secin i oddziału straży granicznej, wciąż niepokoili Wawra, a między Sieburczynem i Szymborami zaczęli na dobre atakować, od Łomży zaś nadciągnęła piechota rosyjska. Wobec zatopienia promów, żandarmeria narodowa pobudowała tratwy, po których oddział 6 lipca zaczął przeprawę przez Narew. Dla osłony przeprawy Wawer pozostawił kompanię strzelców pod komendą Czempińskiego, dowódcą oddziału po poległym w lasach sztabińskich Suzinie. Celnym ogniem odpierali strzelcy natarczywe ataki kozaków, lecz gdy poległ Czempiński, kompania zmieszała się i otoczona przez kozaków, straciła około 30 ludzi. Atak kosynierów powstrzymał napór Moskali i umożliwił przeprawę oddziału przez rzekę. Podczas tego cofania się Wawer stracił 27 zabitych i 18 rannych, a część oddziału poszła w rozsypkę. W tych potyczkach oprócz Czempińskiego polegli także Maksymilian Ewelina i Maciej Pietraszewski. Przeszedłszy przez Narew, Wawer zatrzymał się w Grądach o 5km na południe od Wizny.

            W okolicach Zambrowa dążąc do połączenia się z Wawrem, zgromadziło się kilka oddziałów powstańczych z województwa Augustowskiego pod dowództwem Tyszki, Grzymały, Skarzyńskiego i Chądzyńskiego, a z Płockiego nadszedł Gostkowski i Jasiński, dowódcy oddziałów pułtuskich i ostrołęckich. Jasiński, dowiedziawszy się o wysłaniu przez Zajcewa z Czyżewa do Łomży kolumny nieprzyjacielskiej, składającej się z 2-ch kompanii grenadierów Taurydzkich pod wodzą majora Kołokołowa, eskortującej kasę ze znacznym podobno funduszem, polecił stojącemu pod Maliszewem Skarzyńskiemu posunąć się na trakt z Zambrowa do Łomży. Na skutek tego wezwania, Skarzyński ze swoim tzw. oddziałem dziewiątym augustowskim, liczącym około 230 ludzi ruszył rano ku Czerwonemu Borowi i stanął w Głęboczu. Będąc na noc w pobliżu szosy z Zambrowa do Łomży, wezwał będących w pobliżu Tyszkę  i Grzymałę do współdziałnia, którzy połączywszy się ze Skarzyńskim przy wsi Zbrzeźnica ustawili strzelców w lasku po obu stronach szosy, za nimi ukryli kosynierów, a tyralierów wysunęli przed lasek między zboże. 7 lipca o godzinie 6 z rana dały się słyszeć strzały na tyłach zbliżającej się kolumny od Zambrowa, partej przez oddział Jasińskiego. Nieprzyjaciej, widząc się osaczonym, z całym impetem zwrócił się przeciw Skarzyńskiemu, który zanadto wysunął się ze swego ukrycia. Strzelcy po obu stronach zachwiali się i cofnęli się w olszynkę, nie przerywając ani na chwilę ognia. Wreszcie Moskale, rażeni celnymi strzałami, parci ponadto przez oddział Jasińskiego, rzucili się do ucieczki. Straty powstańców w tej potyczce były dosyć poważne: poległo 32 powstańców a 18 zostało rannych. Wśród poległych znajdowali się Chądzyński i Górski. Odznaczył się tu szczególniej swoim męstwem podoficer kosynierów 1-go plutonu Paweł Bielski.

            Po tym starciu w Czerwonym Borze oddziały Jasińskiego i innych złączyły się z partią pułkownika Wawra, który objął dowództwo nad wszystkimi powstańcami w liczbie około 2200.

            Wieść o bitwie pod Zbrzeźnicą i skupieniu się większych sił polskich w okolicach Łomży doszła do Warszawy, gdzie postanowiono natychmiast uczynić na nich walną wyprawę. Z samej Warszawy wysłano dwie kolumny pod wodzą generałów Karcewa i Ralla w sile 8 kompanii piechoty, 150 kozaków, szwadronu gwardyjskich ułanów, 4 dział i 2 rakietnic. Siła ta na nędzne dwu tysięcy ledwie sięgające szeregi powstańcze, aż nadto była wystarczająca, jednakże, wobec przesadzonych wieści o sile powstańców, liczbę których podawano na 8000, rozkazano aby z Czyżewa ruszył generał Toll z 2 kompaniami piechoty i seciną kozaków, a z Pułtuska pułkownik Emmanuel z 3 kompaniami piechoty, szwadronem huzarów i 30 kozakami. Prócz tego w pościgu za uchodzącym Wawrem z Augustowskiego nadciągnął Wittgenstein na czele znacznej kolumny w kierunku Łomży i Ostrołęki.

            Nie przeczuwając wiszącej nad sobą burzy, spodziewając się jednak ataku od strony Białegostoku, Wawer postanowił przejść, aby zająwszy lepszą pozycję czynić wypady w celu psucia toru i zburzenia mostu na Bugu w Małkini. Spiesznym więc marszem począł Wawer odstępować na Wąsewo i Kunin. Późnym wieczorem w dniu 12 lipca, zatrzymawszy się na noc między Goworowem i Wąsewem, zmęczeni powstańcy z przerażeniem ujrzeli na widnokręgu ukazujące się race, wypuszczane z trzech stron przez wojsko rosyjskie. Na szczęście spośród miejscowej zagonowej szlachty wysoce patriotycznie usposobionej, znaleźli się przewodnicy, którzy podjęli się znanymi im manowcami przeprowadzić powstańców do lasów wyszkowskich.

O szarym świcie 13-go lipca w chwili gdy poczęli się ukazywać kozacy Włujewa, z oddziału Karcewa, ruszono w pochód. Pojawienie się kozaków spowodowało wielki popłoch wśród furmanek wiozących żywność i furaż; rozpierzchły się one zupełnie, w części zaś wpadły w ręce kozackie, tak że cały oddział skazany został na żywienie się czym się zdarzy, a raczej na głód. Po całodziennym marszu, nakładając drogi, kręcąc nieraz wkoło aby wymknąć się otaczającemu nieprzyjacielowi, gromada straceńców przedostała się nareszcie do lasów wyszkowskich. W okolicach Porzędzia wśród gąszczu leśnego, na wzgórzu otoczonym parowami, wybrano pozycję gdzie widniały ślady okopów, prawdopodobnie jakiegoś grodziska przedhistorycznego, które w tej chwili nieszczęśliwym prawnukom pogańskich ojców dawało wyborną zasłonę i punkt oparcia. Naczelnicy pełni nadziei postanowili stawić tu opór, co żołnierze przyjęli z wielką radością, tym bardziej, że znalazł się i prowiant, przyszykowany przez wysłanych uprzednio kurierów. Poczyniono niezbędne zarządzenia w oczekiwaniu bitwy, gdy wtem przybyło do obozu kilku urzędników narodowych, którzy zdołali przekonać dowódców o wielkim ryzyku przyjmowania walki, mogącej się skończyć wobec przeważających sił nieprzyjaciela klęską, a co za tym idzie, szybkim stłumieniu powstania w Płockiem i Łomżyńskiem. Radzili więc, aby skierowano się ku Narwi, ręcząc, że przeprawa pod Dzbądzem jest wolną. Zwinięto więc obóz o północy. Z żalem i niechęcią opuszczali żołnierze obraną pozycję. Za maszerującymi, znużonymi i upadłymi na duchu powstańcami podążał Wałujew, do którego dołączyły się kolumny Karcewa, Ralla i Emmanuela. Komendę nad połączonymi siłami nieprzyjaciela objął Rall i 14 lipca, pod wsią Rząśnikiem dopędził powstańców. Dalsze cofanie się, wobec zmęczenia oddziału było niemożliwe i Wawer zdecydował się przyjąć bitwę, licząc, że pod osłoną nocy zdąży przeprawić się za Narew. Uszykował więc swój oddział na prawym, Tyszkę w środku, a Jasińskiego na lewym skrzydle. Gwałtownym atakiem natarli Moskale na powstańców. Oddział Tyszki rozproszył się a Rall wbił się klinem między Wawra i Jasińskiego i po krótkim bohaterskim oporze rozbił ich doszczętnie. Kozacy i huzarzy, rozwinięci w łańcuch, otoczyli powstańców i bezlitośnie każdego mordowali.

            Poległo bardzo wielu, gdyż jeńców Moskale nie brali. Wielu korzystając z zapadającej nocy rozproszyło się. Wawer i kilku innych dowódców z garstką niedobitków, która po drodze wzrosła do 200 ludzi, przeprawili się przez Narew pod Dzbądzem, przeszli przez szosę około Różana i rozłożyli się obozem między wsiami Ponikiew Wielka i Sygi w lesie, należącym do dóbr Glinki. Po bitwie pod Rząśnikiem Rall i Karcew odeszli do Warszawy, Emmanuel do Pułtuska, pozostał zaś Wałujew, który postanowił rozbić doszczętnie powstańców. Dowiedziawszy się o przeprawie Wawra za Narew, Wałujew uczynił to samo około Różana i 16 lipca natknął się pod Sygami na Trąbczyńskiego, byłego oficera Niżegorodzkiego pułku, który, wyparty z wyspy Drążdżewskiej, dążył ku Różanowi, aby połączyć się z Wawrem. Zawrzała krwawa potyczka, w której obaj dowódcy zostali ciężko ranni: Wałujew cięty w głowę kosą, a Trąbczyński otrzymał ranę postrzałową. Zawieziony na probostwo do wsi Sygi, gdy mu doniesiono, że kozacy zbliżają się, wystrzałem z rewolweru odebrał sobie życie. Wawer podczas tej bitwy, będąc niedaleko i słysząc strzały, chciał pospieszyć na pomoc, ale znużonych i sennych swych żołnierzy nie mógł poruszyć.

Po tych wypadkach Wawer z garstką rozbitków ruszył na Kurpie, potem znów w Augustowskie, lecz wkrótce rozpuścił oddział i wyjechał do Paryża. Tak się skończyła nieszczęśliwa jego wyprawa do Ziemi Łomżyńskiej. Krwawe bitwy pod Rząśnikiem i Sygami zdecydowały ostatecznie o losach powstania w Łomżyńskiem i Płockiem, lecz pomimo to powstawali nowi bojownicy, tworzyły się nowe partie beznadziejnych zapaleńców, którzy na własną rękę, nie zważając na niepowodzenia zawodowych dowódców, nie ustawali w prowadzeniu partyzantki w różnych miejscowościach Ziemi Łomżyńskiej.

            W dniu 11 lipca dowódca żandarmerii polowej Górski napadł na patrol kozacki przy przejeździe Dąbrowa pow. wysokomazowieckiego. Kozacy uciekli pozostawiając na placu 2 zabitych i 2 rannych.

            W Miastkowie 15 lipca oddziałek żandarmerii polowej zaatakował patrol 15 kozaków, z których 3 ubił a resztę zmusił do ucieczki.

            17 lipca konnica Kazimierza Kobylińskiego połączyła się z oddziałami konnymi: bielskim Kwapiszewskiego i łomżyńskim Górskiego, gdzie wspólnie niepokoili Moskali. Stanąwszy o 2 kilometry od Łap, urządzili zasadzkę na większy patrol kozacki. Zasadzka się udała. Gdy patrol nadszedł powstańcy dali ognia z odległości 30 kroków, zwalając z koni 10 kozaków, paląc budkę strażniczą i wracając sami bez strat do reszty oddziału.Tenże sam oddział 18 lipca napadł w Łapach na oddział moskiewski, zabiwszy 4, a zraniwszy 3 kozaków, uszedł bez szwanku; następnie ruszył do Ciechanowca, aby ukarać kolonistów, którzy wydali rannych powstańców w ręce wroga, lecz z powodu silnej załogi nieprzyjacielskiej oddział był zmuszony się cofnąć.

            21 tegoż miesiąca 50 młodych ludzi z Łomży, przeważnie uczniów gimnazjum, pragnących wstąpić do partii w lasach niedaleko wsi Wygoda, zostało okrążonych przez Moskali pod dowództwem esauły Zawistowskiego i pomimo, że byli nieuzbrojeni Moskale wymordowali wszystkich w najokrutniejszy sposób. Obnażonych i przywiązanych do drzewa zabijano powolnymi razami, innym wyłupiano przed śmiercią oczy, drugim łamano kości, innym wreszcie wydzierano wnętrzności.

            W początku września nad konnicą Górskiego, Kobylińskiego i Kwapiszewskiego, operującą w Ziemi Łomżyńskiej, objął dowództwo Nadmiler i stworzył jeden oddział podzielony na dwa szwadrony. Dowódcami tych szwadronów mianował Kwapiszewskiego i Zdziechowskiego, a Kobylińskiego swoim adiutantem. Krążąc po Łomżyńskiem, natknął się 3 września we wsi Sanie na silny podjazd, składający się z kozaków, ułanów i straży granicznej, wysłany przez Tolla z Mazowiecka i Kulesz. W ciągu 2 godzin stawił zacięty opór przeważającemu nieprzyjacielowi, lecz w końcu zmuszony był się cofnąć. W potyczce tej polegli oficer Apolinary Łaguna, Antoni Michalski, Damazy Bargielski, Toczycki, Wojtkowski i 3 innych, oraz zostało 7 rannych. Odznaczyli się w tym starciu męstwem i przytomnością umysłu poległy Łaguna, pp. Antoni Arciszewski, Jan Cieślikowski, wachmistrz Józef Szajba, podoficerowie: Wojan i Karol Jankowski. Straty wroga w poległych i rannych wynosiły 35 ludzi. Po tej rozprawie Nadmiler rozłożył się obozem pod wsią TabędzKałęczyn, gdzie 7 tegoż miesiąca otrzymał wiadomość, że do Zbrzeźnicy, odległej 2 kilometry od obozu, przybyło 36 kozaków po furaż. Natychmiast więc wysłał przeciwko nim z oddziału Kwapiszewskiego 20 ludzi pieszych i 15 konnych pod dowództwem wachmistrza Szajby. Patrol ten żywo natarł na kozaków, ubijając im 4 ludzi a 3 raniąc, reszta zaś umknęła do bliskiego Zambrowa. Gdy Szajba wracał do obozu, obskoczyli go w większej sile Moskale przybyli na pomoc z Zambrowa. Wtedy Kwapiszewski z resztą swego szwadronu ruszył przeciwko wrogom, a Nadmiler z 2gim szwadronem zaszedł kozakom z tyłu. Po kilku szarżach powstańcy w porządku odstąpili, mając rannych 8 ludzi i 4 konie. Straty przeciwnika były większe. Tu odznaczyli się podoficerowie Stefan Wasilewski, Paszkiewicz i Szczuka i wachmistrz Józef Władczyński.

            Z polecenia Rządu Narodowego major Brandt wspólnie z majorem Macewiczem, naczelnikiem sił zbrojnych województwa augustowskiego, zorganizowali na Kurpiach oddział powstańczy. Celem ukarania straży granicznej pow. biebrzańskiego, która dokuczała ludności okolicznej, ruszył Brandt 17 września z lasów nowogrodzkich ku Wincencie, gdzie znajdowała się komora celna i oddział wojska rosyjskiego, składający się z 210 ludzi piechoty i 100 jazdy. Powstańcy rozporządzali 304 ludźmi razem z oficerami i kawalerią. Powiadomiony o wyprawie tej Nadmiler udziału swego odmówił. Rano o godzinie 4 w dniu 18 września stanęli powstańcy przy Wincencie. Brandt postanowił, pomimo znużenia oddziału, zaatakować komorę celną, gdyż każdej chwili mogła nadejść Moskalom pomoc i napad się nie udać. Rozstawił więc 1 pluton strzelców, uzbrojonych w sztućce pod kapitanem Lustańskim i 3 sekcje kosynierów z kapitanem Bonifacym Dziadulewiczem w ogrodach od strony Kolna, nakazując kapitanowi Adamowiczowi z 2-gim plutonem strzelców i porucznikiem Bugielskim z 3 sekcjami kosynierów zaatakować Rosjan od traktu kolneńskiego. Lustański, Dziadulewicz i Adamowicz dzielnie zaatakowali główne siły moskiewskie i pomimo rzęsistego ognia zajęli komorę i wyparli nieprzyjaciela do Prus, po czym Lustański cofnął się aby osłonić lewe skrzydło powstańców. Dziadulewicz z kosynierami stanął przy szlabanie, by przeszkodzić ewentualnej szarży wroga, a Adamowicz ze swymi kosynierami zajął się burzeniem komory, zbierając broń i kasę. Po zniszczeniu komory powstańcy cofnęli się do Kozła. Moskale kilkakrotnie przypuszczali szarże na odstępujący oddział, lecz zawsze byli odparci przez mężnych, Lustańskiego i kapitana Seweryna z oddziału Micewicza. Utarczka jeszcze zawrzała przy przejściu mostu na Pisie, lecz i tu Moskalom się nie powiodło. Tyralierka powstańcza celnymi strzałami powstrzymywała ataki nieprzyjaciela, zmuszając go do cofania się. Walka przy Wincencie trwała 4 i pół godziny. Po stronie polskiej było 3 zabitych i 5 rannych, po stronie moskiewskiej około 30 zabitych, w tym 1 oficer i tyluż mniej więcej rannych, prócz tego zdobyli powstańcy nieco sztucerów, pistoletów, pałaszy, 2 konie i sporo różnych towarów. Przez cały czas walki pod lasem stali Kurpie uzbrojeni w cepy i widły, gotowi do ataku, na wypadek gdyby Moskale zrejterowali w ich stronę. Odznaczyli się chlubnie w tej sprawie z oddziału Brandta feldfebel Adam Środa (Rode), strzelcy szeregowcy: Antoni Dumblewski i Julian Zawadzki i kosynier Mikołaj Majewski; z oddziału Micewicza: kapitan Gustaw Seweryn, podoficer Piotr Zacharewicz i szeregowiec Józef Janiszewski. Po tej potyczce urządzili Moskale za Brandtem pościg, że siły ich wzrosły do 1500 piechoty i 500 jazdy, więc, nie chcąć narażać się na nieuniknioną klęskę, Brandt oddział swój rozpuścił i z garstką jazdy ruszył w inną stronę. Krzątał się jeszcze Brandt czas jakiś w Łomżyńskiem ze zorganizowanym przez siebie oddziałkiem 40 Kurpiów, staczając potyczki pod Nabatkami 25 listopada i pod Srebrnym Borkiem w początkach grudnia, lecz w trzy dni potem, rozbity nad samym kordonem, rozpuścił Kurpiów, a sam, tułając się przez dni kilka po województwie przeszedł w końcu do Prus.

            Pod koniec roku 1863 w Ziemi Łomżyńskiej pozostawały już tylko niedobitki powstańców, którzy na swoją rękę lub łącząc się w drobne grupy niepokoili jeszcze Moskali. Na czele jednej z takich grup stanął porucznik Szaniewski, który 10 listopada pod Lemanem napadł z zasadzki na patrol kozacki i zmusił go do ucieczki, zabijając 4 ludzi i raniąc 1. Oddziałek porucznika Kazigrodzkiego zapuścił się w Myszynieckie pod Łączki, inny zaś, dowodzony przez porucznika Wolskiego w lesie około Porytego, 24 lutego 1864 roku urządził zasadzkę na 60 objezczyków konnych, wracających z Łomży do Wincenty, do których dał dwa razy ognia, zabijając 3 konie i raniąc kilku objezczyków. Następnie tenże sam Wolski podsunął się wieczorem 26 lutego pod Jedwabne i ubił 2 żołnierzy stojących na pikiecie, a gdy oddział nieprzyjacielski począł formować się do odparcia ataku Wolski zniknął czym prędzej. Równocześnie połączone oddziałki Obuchowicza i Ujazdowskiego zaalarmowały w nocy na 27 lutego załogę Szczuczyna, która zostawiwszy 1 zabitego wyszła z miasta, powstańcy zaś cofnęli się do Rudzkiej puszczy, skąd 3 marca napadli na Moskali pod Radziłowem, 12 marca na kordon objezczyków pod Grajewem, znosząc go zupełnie, a 9 kwietnia wpadli do miasteczka Jedwabne, uderzyli na maszerujący przez rynek patrol, kładąc na miejscu 3 żołnierzy, sami zaś, zostawiając 1 zabitego, cofnęli się do lasu.

            Dnia 14 kwietnia 1864 roku 1 i 2 kompania III korpusu wojsk narodowychdowodzone przez kapitana Antoniego Wolskiego i porucznika Kazigrodzkiego, oraz 3 kompania porucznika Bugielskiego uderzyły na 11/2 roty piechoty i 40 kozaków, stojących w Gontarzach. Moskale w popłochu opuścili wieś, straciwszy 5 zabitych i 2 ciężko rannych i pozostawiając 8 sztucerów, 2 konie i nieco bagaży. Powstańców poległo 2, a 7 było rannych. Ci sami dowódcy 16 kwietnia natknęli się pod Kuziami na 5 rot piechoty wojska. Pozycja dogodna była dla powstańców, lecz niestosowne rozstawienie pierwszej linii bojowej i przewaga nieprzyjaciela sprawiły, że centrum dowodzone przez Wolskiego i Kazigrodzkiego, silnie zaatakowane, zostało rozbite, a trzecia kompania Bugielskiego, będąca na lewym skrzydle, zrejterowała, straciwszy 3 ludzi. Trzech oficerów z 1 i 2 kompanii dostało się do niewoli, których Moskale 3 maja rozstrzelali w Lemanie, Łasze i Łączkach. Z pod Kuziów, po rozproszeniu 1 i 2 kompanii, Bugielski przeszedł do powiatu biebrzańskiego, gdzie zaalarmował 17 kwietnia załogę w Jedwabnem, a następnie krążył po okolicy, ściągając podatki. Niedaleko Grabowa wykryli go Moskale, podobno na skutek denucjacji właściciela F.W. gdzie, po zaciętej obronie, poległo 3 powstańców, a jeden został ciężko ranny, sam zaś dowódca ujęty stracony został w Szczuczynie dnia 14 maja. Niedobitki oddziału połączyły się z Obuchowiczem, do którego przyłączył się oddziałek Rodego, przetrzebiony 5 maja w potyczce pod Milewem.

            Między Dobrzyjałowem i Mikołajkami 15-go maja oddział Obuchowicza został otoczony i rozproszony, przy czym 5 poległo, 2 zostało rannych, a Obuchowicz dostał się do niewoli.

            Pod Małym Płockiem odznaczył się oddziałek Góralczyka. W zaszłej tam potyczce w dniu 9 maja Moskale zostali wyparci z zajmowanego stanowiska. Straty w zabitych powstańcy nie ponieśli, został jednak tam ranny Szumowski, obywatel z Bud Żelaznych. Ostatnie starcie niedobitków powstańczych z Moskalami w Ziemi Łomżyńskiej nastąpiło
w dniu 15 maja 1864 r. w okolicach Szczuczyna.

            Likwidacja powstania przez władze rosyjskie w Łomżyńskiem zaczęła się parę miesięcy wcześniej.W grudniu 1863 roku powiat łomżyński został oddany pod zarząd Murawiewa-Wieszatiela, a to jakoby na skutek deputacji chłopskiej, przybyłej z tego powiatu do Wilna. Naczelnikiem wojennym w Łomży Murawiew mianował generała Ganeckiego, podobno Tatara litewskiego - okrutnika dopuszczającego się rozmaitych gwałtów. Według Walerego Przyborowskiego, Ganecki przybył do Łomży jeszcze w połowie listopada, wlokąc za sobą paru burmistrzów, porwanych po drodze i zachowywał się tutaj jak chan tatarski - bił, wymyślał, więził i rozstrzeliwał. Zajął on na poczcie pokoje cesarskie, a przedstawiającego się mu dotychczasowego naczelnika wojennego Zajcewa zgromił surowo za niedołężne jakoby tłumienie buntu i za małą liczbę ukaranych przestępców, a w dodatku kazał aresztować dwóch oficerów artylerii i odesłał ich pod strażą do Wilna. Nazajutrz przyjmował różne władze cywilne i duchowieństwo, przedstawicieli zaś miasta pod gołym niebem. Do pierwszych odezwał się, że wszyscy są buntownikami i że ich wywieszać każe, a do rektora gimnazjum Karola Wittego - utalentowanego pisarza krzyknął groźnie: „kakaja u tiebia boroda”, i kazał mu ją zgolić. Pytał dlaczego uczniowie gimnazjum nie noszą mundurów rosyjskich i oznajmił, że w kraju rosyjskim tylko język i nauka rosyjska w szkołach wykładaną być musi, o co on się postara. Potem wyszedł na plac (obecnie Plac Pocztowy), na który spędzono mieszkańców i miał przemowę o strasznej zbrodni, jaką było powstanie i zagroził, że ktokolwiek dostarczy powstańcom choćby szarpi na rany, tego ukarze jako buntownika i zakończył zdaniem: „a znacie już szubienicę!”. Po tej brutalnej przemowie nakazał popom odprawić na rynku publiczne modły za cara, a na zebraną ludność krzyknął głośno: „na koliena!”. Najpierw uklękli Żydzi, bo stali w tyle zgromadzonego tłumu, a tuż za nimi byli kozacy z nastawionymi pikami i podniesionymi do góry nahajkami. Wśród spędzonych na rynek znajdował się także prokurator miejscowego sądu poprawczego Troczewski, człowiek niemłody, i głuchy zupełnie, który nie dosłyszawszy rozkazu Ganeckiego, nie zgiął kolan. Dostrzegłszy to, rozzuchwalony satrapa wpadł we wściekłość. Kazał pochwycić Troczewskiego, zaprowadzić do więzienia i oćwiczyć rózgami. Po nabożeństwie Ganecki uspokoił się nieco i zapowiedział, że ktokolwiek wyda wszystko, co ma u siebie zakazanego, nie będzie karany, a gorliwych i wiernych cesarz wynagrodzi nadaniem szlachectwa. Z Żydami też obszedł się surowo, nazwał ich niewdzięcznikami i zagroził Syberią i szubienicą.

            Po tym wszystkim na miasto padła trwoga śmiertelna, każdy drżał o swoje i swoich bliskich życie. Już dnia 28 listopada kazał publicznie, na łączce, obok traktu zambrowskiego, rozstrzelać powstańca Konstantego Kuleszę. Egzekucja odbyła się wobec licznych mieszkańców miasta, spędzonych uprzednio przez kozaków. W samej Łomży zaaresztował około 150 osób, przeważnie Żydów i to bogatych, co się tłumaczy tym, że mógł z nich wycisnąć grube łapówki, które potrzebne mu były na ciągłe orgie i hulanki.
W ciągu kilku dni z miasta i okolicy wtrącił do więzienia około tysiąca osób, cały sąd pokoju, część trybunału cywilnego i sądu policji poprawczej, kilku nauczycieli wraz  z rektorem Wittem, proboszcza ks. Andruszkiewicza, pastora ewangelickiego Adama Haberkanta i wielu obywateli miejskich. W więzieniu kazał ćwiczyć wspomnianego Troczewskiego i Żydów: lekarza Edelsteina, przemysłowca Nowińskiego, kupca Tykocinera, wreszcie nauczyciela religii w gimnazjum ks. Talarowskiego, którego oficer, asystujący chłoście, w dodatku spoliczkował. Na liście przeznaczonych do rozstrzelania, lub powieszenia było 32 osoby i niektórych z nich powieszono tajnie. Rektora Wittego i pastora Haberkanta kazał Ganecki wysłać bez sądu, pierwszego do Woroneża, drugiego do Penzy. Przerażeni mieszkańcy okupywali się tysiącami rubli, wielu nie pokazywało się na ulicach, lękając się wpaść w oczy szalejącemu carzykowi.

Pewnego dnia, w towarzystwie oficera żandarmerii wybrał się na przejażdżkę po mieście i na placyku przed kościołem pijarskim (obecnie ewangelickim), w pobliżu gimnazjum, spostrzegł krzyż kamienny, postawiony w roku 1861 na pamiątkę wypadków warszawskich. Oburzony tym wezwał do siebie inspektora policji i rozkazał mu aby nazajutrz o godzinie 9 rano znajdował się u krzyża z robotnikami, którzy pomnik ten mają obalić. Dodał, że sam z wojskiem będzie obecny, a mieszkańcy mają być zebrani na placu, by się przypatrywali temu barbarzyńskiemu czynowi. Inspektorowi zagroził, że jeżeli nie wypełni ściśle jego rozkazu, to każe go powiesić tuż obok krzyża. Nazajutrz, w obecności Ganeckiego otoczonego wojskiem i milczącym tłumem mieszkańców, niewinny krzyż został obalony, a miejsce na którym stał - wyrównane. Na szczęście dla przerażonego do głębi miasta, dziki ten satrapa opuścił Łomżę. Włóczył się jakiś czas po powiecie dopuszczając się wszędzie gwałtów i nadużyć i był na tyle bezczelny, że w urzędowym raporcie donosił, iż „mieszkańcy wszystkich wiosek i różnych stanów wyrażali mu wdzięczność za przywrócenie porządku, i obiecali dopomagać wszelkimi siłami do jego utrzymania”.

            Zaprowadzenie „porządku” srodze odczuła ludność Łomży i okolicy. Do czasu przyjazdu Ganeckiego aresztowano 422, a po przyjeździe osadzono w więzieniu 1432 osoby. W więzieniu, mogącym pomieścić do 200 osób, stale przebywało kilkakrotnie więcej. Straszna wilgoć i ciasnota wywołały różne choroby. Zagnieździł się tyfus, na który zmarło sporo osób.

            Z liczby więzionych skazani zostali przez miejscowe władze wojskowe i audytoriat polowy na pozbawienie praw i zsyłkę na Syberię: Stanisław Aliński z Kupisk, Karol Budziszewski z Drozdowa, Stanisław Broniszewski z Szumowa, Wojciech Brajczewski z Szumowa, Stanisław Banach z Bożejewa, Jan Baczewski z Puchał, Franciszek Bieńkowski z Rosochatego, Stanisław Berlik z Bronowa, Franciszek Cymek z Jednaczewa, Franciszek Cymek z Kupisk, Seweryn Cwalina z Łub, Julian Ciborowski z Cibor, Józef Ciołkowski z Łomży, Jan Czochan z Nowogrodu, Jan Czajewski z Jakaci, Piotr Czartoszewski z gminy zambrowskiej, Józef Czułkowski, Leopold Doroch z Nowogrodu, Jan Dołęga, Jan Domaszewski z Łomży, Antoni Jemelity ze Śniadowa, Jan Jemelity ze Śniadowa, August Elter z Łomży, August Feltner z Bożejewa, Aleksander Grabowski z Chlebiotek, Józef Gumowski z Lubotynia, Stanisław Grabowski z Wizny, Ignacy Grądzki z Kosak, Melchior Gosk z Rogowa, Fabian Górski z Chlebiotek, Szymon Grabowski z Chlebiotek, Jan Godlewski z Puchał, Maksymilian Gutkowski z Zambrowa, Tomasz Gutkowski z Zambrowa, Jan Gosk z Zambrowa, Stanisław Godlewski ze Szczepankowa, Stefan Gosiewski z Łomży, Ignacy Grucki ze Ślazów (po przebyciu 40 lat na Syberii wrócił do Łomży w 1903), Antoni Chojnowski z Sierzput, Piotr Chojnowski z Łub, Jan Chęciński z Zambrowa, Stanisław Chmielewski z Osowca, Adam Januszczyk z Rudnik, Piotr Januszczyk z Rudnik, Adam Jastrzębski z Łomży, Witalis Jabłoński ze wsi JabłońSamsony, Adolf Karczewski z Lubotynia, Wojciech Krajewski ze Srebrnej, Wojciech Kapelewski z Wizny, Piotr Kotowski z Kotów, Ignacy Kalinowski z Pniewa, Stanisław Kędzierski
z Pniewa, Franciszek Krajewski z Kotów, Julian Krajewski z Krajewa, Adolf Kamiński, Aleksander Kramkowski, Antoni Kołaczkowski z Zambrowa, Walenty Liżewski z gminy zambrowskiej, Jan Lutrzykowski z Nowogrodu, Antoni Łopniewski z Kalinowa, Franciszek Łępicki z Zambrowa, Mateusz Łuba z Kałęczyna, Konstanty Makowski z Kupisk, Platon Mankiewicz z Rakowa
Czachów, Józef Markowski z Chojn, Leopold Modzelewski z Grzymał, Hipolit Maliszewski z Maliszewa, Hipolit Mioduszewski z Lutostani, Jan Mieczkowski z Zakrzewa Starego, Roch Mioduszewski ze Szczodruch, Walerian Michałowski z Łomży, Franciszek Mioduszewski z Miodus Starych, Józef Ołdakowski (ranny w prawą nogę) z gminy Kosaki, Kazimierz Oleksy z Piątnicy, Aleksander Olszewski z Łub, Józef Olszewski z Olszewa, Antoni Ołdakowski z Szumowa, Józef Osiecki z Gut, Tomasz Olszewski za ŚlazLipna, Stanisław Pieńkowski z Piątnicy, Grzegorz Piaszczyk z Mątwicy, Ludwik Pruszko ze Smolarz, Łukasz Pogorzelski ze wsi Kostry, Jan Roszkiewicz ze Śniadowa, Franciszek Radgowski z Modzel Starych, Ludwik Rogowski z Łomży, Ignacy Steczkowski z Piątnicy, Antoni Sawicki z Siemienia, Franciszek Sierzputowski z Sierzput, Michał Sierzputowaki z Sierzput, Konstatnty Stępkowski z Szumowa, ks. Skiwski z Szumowa, Roman Siedlecki z Koskowa, Józef Siennicki z Zambrowa, Fabian Sokołowski z Rusi, Benedykt Snietowski z Dębinek, Mikołaj Sutkowski z Grzymał, Piotr Sieńkowski z Tabędza, Mikołaj Sopiński z Sasin, Stanisław Sikorski, Średnicki ze Średnic, Michał Strzeszewski ze Strzeszewa (po 40 latach wrócił do Łomży w roku 1903), Ignacy Sobolewski z Pietkowa, Piotr Tabęcki z Baczów Suchych, Antoni Trzaska, Jan Uszyński z KosakPodbielnych, Mateusz Wasik z Mątwicy, Tomasz Wysocki z Drozdowa, Hipolit Wiktorzak ze Szczepankowa, Wojciech Wiszniewski z Zambrowa, Ignacy Wnorowski, Jan Wąszewski z Wizny, Jakub Wojno z Pentk, Jan Żabiński z Miastkowa, Antoni Żabiński z Miastkowa, Stefan Żelechowski z Zambrowa, Władysław Zielski ze Szczepankowa, Marian Zaorski z Zanklewa, Telesfor Zaremba z Lubotynia, Władysław Zaremba z Szumowa, Stanisław Zakrzewski z Rykl, Aleksander Zawistowski z KrajewaBiałego, Stanisław Kaniewski z Rembiszewa, Bartłomiej Kaniewski ze wsi Krusze, Wincenty Zieliński z Wierzbowa, Feliks Zdrodowski z JamiołekPiotrowiąt.

            Wysłani do więzienia w Grodnie, a następnie do Syberii, jako nie przyjęci przez gminę na poręczenie: Jakub Baranowski z Kupisk, Jakub Bukowski z Puchał, Tomasz Bajkiewicz z Drozdowa, Franciszek Cieślik ze Sławca, Jan Cyropa z Nowogrodu, Wincenty Gruzielski z Puchał, Franciszek Gałązka ze Szczepankowa, Jakub Chudzik z Mątwicy, Ludwik Kamiński z Żabikowa, Leopold Modzelewski z Grzymał, Ferdynand Nadobny z Krzewa, Jan Sadowski z Żabikowa, Jan Trufel z Żabikowa, Izydor Urbanowski z Makowa.

            Wysłani do X pawilonu Cytadeli Warszawskiej: Jan Drągowski z Kosak, Srul Kolak z Mężenina, Teofil Kakszel z Mężenina, Antoni Szulborski, Władysław Żebrowski.

            Osądzeni do rot aresztanckich od roku do 6 lat: Wiktor Grzeczkowski z Michałek, Ignacy Kamiński z Pniewa, Stanisław Poniata z Modzel, Grzegorz Piaścik z Mątwicy, Stanisław Plona z Dobregolasu, Franciszek Rogowski z Modzel, Jan Curap z Nowogrodu, Stanisław Grabowski z Wizny, Józef Gontarski, Stanisław Dąbrowski, Józef Janiszewski z Puchał, Franciszek Zakrzewski z Drozdowa, Kazimierz Kuleszczyk z Podgórza, Franciszek Lewandowski, Stanisław Łapiński, Mateusz Matuszewski, Stanisław Jędruszczyk, Mikołaj Edwiński ze Starosielc, Tomasz Lemański z Lemanu, Tomasz Łagodziński ze wsi Potasze, Stanisław Mukciński z Bry-Wiszniewek, Franciszek Pawłowski z Ruczu, Franciszek Siwik z Siwik, Ferdynand Cybulski z Chmielewa, Aleksander Jankowski, Franciszek Bielski z Maliszewa, Wawrzyniec Sołecki z Laskowca.

            Skazani na ciężkie roboty (katorgę) i osiedlenie na Syberii: Jakub Banach z Drozdowa na lat 10, Józef Gembka na 8, Franciszek Kondracki z Piątnicy na 12, Piotr Kobryś na 10, Adolf Litwiński z Korytek na 12, Kazimierz Malinowski na 10, Stanisław Maliszewski z MaliszewaPerkus na 12, Jan Poleszczuk z Siemienia na 10, Franciszek Rudnicki z Zambrowa na 10, Jakub Supiński z Maliszewa-Porkus na 6, Stanisław Sikorski s. Wincentego na 8, Walenty Stachelek na 8, Antoni Świerczewski z Woli Zambrowskiej na 20, Antoni Fedorowicz na 12, Władysław Chludziński z Boguszyc na 12, Maciej Szumowski na 10, Franciszek Makowski z WyknaNowego na 12, Stanisław Mroczkowski z Tykocina na 10, Jan Piątek ze wsi Koty na 12, Franciszek Stypułkowski ze wsi Wnory Wiechy na 8, Stanisław Kulesza z Nowego Wykna na 12, Franciszek Kamiński z Kalinowa na 12, Piotr Hrycz z Dąbrowy na 12, Fajwel Markus ze Stawisk na 8, Jakub Niemyski z Dąbrówki na 15, Jakub Ołdakowski z Porytego na 8, Jan Osiecki z Kobylina na 15, Aleksander Jankowski z BrzóskFalk na 12, Apolinary Wądołowski z Babina na 9, Wincenty Konopka na 5, Kajetan Kulesza z Wierzbowa na 10, Antoni Najda z Jeziorka na 10, Gabriel Nowowiejski z WyrzykSokół na 8, Stanisław Pomiechowski z Kolna na 5, Benedykt Pruczniczek z KostrPodsętkowiąt na 12, Andrzej Pieńkowski z Mątwicy na 9, Benedykt Świątkowski z Dębinki na 15, Julian Sikorski z Babina na 12, Julian Choiński zSzyman na 8, Bazyli Grygoriew, były żołnierz, na 12, Jakub Dymitriew na 12, Rajmund Romaczewski na 10, Chrystian Bielski z Wysokiego Mazowieckiego na 15, Jan Godlewski z Kot na 6, Krzysztof Łupiński z Płonki Strumianek na 6, Stanisław Łupiński z tejże wsi na lat 6.

            Osądzeni na karę śmierci przez rozstrzelanie: Jan Grodzki z Krzewa, Józef Gosiewski z Zambrowa, Sylwester Jewreinow, szeregowy wojsk rosyjskich za napad z powstańcami na oddział wojska we wsi Gontarze, Konstanty Kulesza ze Szczodruch jako przestępca polityczny i Ludwik Świderski ze wsi Gulanki - były wojskowy rosyjski.

            Osądzeni na karę śmierci przez powieszenie: Stanisław Banach żandarm powstańczy, Ignacy Bruliński żandarm, Antoni Brzósko szlachcic jako utrzymujący stosunki z żandarmami i uczestnik dwóch zabójstw politycznych, Julian Dominik z ChrzanowaCyprów, Cyprian Januszczyk żandarm, Aleksander Kamiński z Zabiela, Fabian Konopko szlachcic, żandarm powstańczy, Tomasz Kajko z Czerwonego, Klama ze wsi Zabiele, Józef Michalski żandarm ze wsi Rybaki, Franciszek Stodyba żandarm, Dominik Trzciński żandarm, Izrael Zabielewicz żandarm z Kolna.

            Dokonywanie egzekucji nad powstańcami było publiczne. W przeddzień egzekucji trębacz zwykle na Starym Rynku obwieszczał ludności o mającym nastąpić traceniu, a często siłą zganiano publiczność, aby była świadkiem strasznej zemsty Moskali.
W Łomży na miejsce kaźni wybrano kawałek podmokłej łączki nieużytku, tuż pod miastem przy szosie Zambrowskiej. Wybudowano tam szubienicę i ustawiono słupy dla osądzonych na rozstrzelanie. Szereg wykopanych dołów czekało na ofiary. Wieszał powstańców, zmuszony do tego czyściciel miejski. Pierwsza egzekucja odbyła się w Łomży w 1863 roku i zawisł na szubienicy Dominik Trzciński. Następnie 28 listopada rozstrzelano Konstatntego Kuleszę; 19 grudnia powieszono Stanisława Banacha i Franciszka Stoduba; 27 października 1864 r. Ignacego Brulińskiego i Józefa Michalskiego; 27 listopada 1864 r. Antoniego Brzóskę i rozstrzelano Sylwestra Jewreinowa i 8 grudnia 1864 r. powieszono Cypriana Januszczyka i Fabiana Konopkę.
Pozostałych skazańców stracono w okolicznych wsiach i miasteczkach.

            W miejscu stracenia powstańców w Łomży po latach kilkunastu, niewidzialne ręce patriotów postawiły krzyż, który policja rosyjska zrąbała i tak to powtarzało się kilkakrotnie, aż do czasu wielkiej wojny. Podczas okupacji niemieckiej, celem uczczenia powstańców zawiązał się Komitet, który z ofiar Łomżan wykupił z rąk prywatnych na rzecz miasta łączkę, przesiąkłą krwią męczeńską, i postawił na niej pomnik: na podstawie betonowej, obłożonej kamieniami polnymi, zebranymi przez harcerzy, wznosi się olbrzymi głaz z wykutym i wypolerowanym krzyżem równoramiennym, otoczonym koroną cierniową z dwiema skrzyżowanymi kosami powstańczymi i napisem: „Bojownikom za wolność Ojczyzny – Rodacy”. Poświęcenie pomnika odbyło się 2 listopada 1916 roku przy udziale duchowieństwa, młodzieży szkolnej, stowarzyszeń korporacji miejskich i tłumów publiczności.

            Na wiosnę 1925 roku Magistrat teren pomnika rozszerzył, wykupując dwie sąsiednie parcele, podwyższył, osuszył i ogrodził na przestrzeni 780 metrów kwadratowych, a dzieci szkół powszechnych zasadziły wkoło 220 świerków, pośrodku zaś 14 piramidalnych brzóz, cztery dęby i jedną brzozę płaczącą. Przy wejściu do pomnika umieszczono tablicę z napisem: Szanuj to miejsce! Jest ono własnością powstańców straconych i pogrzebanych tu w 1863 roku”.

Tegoroczne łomżyńskie obchody rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego odbęda się w czwartek 22 stycznia br. o godz. 8:30 na "Mokrej Łączce" porzy Szosie Zambrowskiej. Przedstawiciele władz, organizacji pozarządowych złożą kwiaty i zapalą znicze pod pomnikiem Bohaterów Powstania Styczniowego.  Dyrektor Narodowego Centrum Kultury oraz dyrektor Muzeum Północno-Mazowieckiego w Łomży zapraszają na otwarcie wystawy pt. "Powstanie styczniowe w prasie zagranicznej. Ryciny z kolekcji Krzysztofa Kura". Wernisaż odbędzie się w piątek, 23 stycznia o godz. 17.00 w Muzeum Północno-Mazowieckim w Łomży przy ul. Dwornej 22 c. Wernisaż wzbogaci prelekcja Krzysztofa Kura na temat kolekcji. Wystawę uzupełniają repliki czapek powstańczych z 1863 roku ze zbiorów Jacka Jaworskiego.

 

Na zdjęciu: "Mokra Łączka" przy Szosie Zambrowskiej, styczeń 2014 r.