Prawda jest taka, że kolej dotarła do Łomży późno, bo dopiero pod koniec maja 1915 roku dojechały ze Śniadowa do grodu nadnarwiańskiego pierwsze pociągi. Stało się tak za przyczyną sztabowców carskich i z pomocą przymusowo formowanych brygad oraz drużyn roboczych. Trwała wojna światowa, po klęskach poniesionych przez wojska rosyjskie w sierpniu i wrześniu 1914 roku na terenach Prus Wschodnich oraz w lutym 1915 roku w lasach augustowskich, spodziewano się kolejnych działań ofensywnych nieprzyjaciela. Wydaje się więc, że nowa droga żelazna miała służyć przede wszystkim ułatwieniu ewakuacji wojsk Mikołaja II, urzędów i instytucji. Wcześniejsze, pokojowe zamiary usprawnienia komunikacji z Łomży do Warszawy, także do Ostrołęki i Białegostoku przez Łapy nie zmaterializowały się.
Był wśród nich i egzotyczny pomysł przedłużenia kolejki wąskotorowej z Radzymina. To byłaby frajda dla mających dużo czasu i cierpliwą naturę. W prasie lokalnej prezentowano również marzenia o szlakach żelaznych do Suwałk, Siemiatycz przez Ciechanowiec i Brańsk, nawet do Mławy.
26 listopada 1916 roku na dworcu kolejowym w Łomży powitano eszelon z 1 Pułkiem Piechoty Legionów pod dowództwem płk. Edwarda Rydza-Śmigłego. Był to dzień wielkiej radości i nie mniejszej nadziei. 29 kwietnia 1917 roku pułk ten przemieszczono do Zambrowa, a na jego miejsce przybył – znów koleją – 4. Pułk Piechoty Legionów płk. Bolesława Roji. Powitano ich równie radośnie i starano się „żołnierzykom” umilić pobyt w mieście. Trzecia zmiana była smętna, bo „czwartacy” zniknęli jak „sen jaki złoty”, a do koszar po tzw. kryzysie przysięgowym - sprokurowanym przez komendanta Józefa Piłsudskiego - przywieziono internowanych legionistów i tych trzymano za drutami. Kolej w Łomży pozostawała pod czujną ochroną okupantów, a akcje w celu jej opanowania planowali członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej. Bardzo się ta „nitka życia” przydała w okresie formowania oddziałów Wojska Polskiego i powstawania II Rzeczypospolitej.
Gawęda dziennikarska
O roli kolei w życiu powiatowej Łomży okresu dwudziestolecia międzywojennego wiemy niestety niezbyt wiele. Tym bardziej zaciekawił mnie artykuł wydrukowany w 1937 roku na łamach „Wojskowego Przysposobienia Kolejowego”. Nim opowiem o tej zapomnianej organizacji, proponuję skrót opowieści reportera ukrywającego się – i słusznie! – pod literkami L. R-ch.
„Niedawno znalazłem się w krainie puszczańskiej, w ziemi kurpiowskiej, nad brzegami skutej w lodowe kajdany Narwi. Piękna ta rzeka płynie przez puszcze odwieczne w kniei…” Dalej autor z polotem, ale bez znajomości historii, snuł opowieść o dawnym osadnictwie i o grodzie mazowieckim potwierdzonym rzekomo dopiero w 1421 roku. Przezornie jednak dodał, że „początki Łomży kryją się w pomroce najwcześniejszego okresu naszego bytu państwowego”. Za Jagiellonów miała tu być kasztelania, a panoramę grodu polubił ponoć „… król Zygmunt August, który w tym mieście chętnie przebywał, obdarzając je licznymi przywilejami. W owych czasach Łomża była jednym ze świetniejszym miast Rzeczypospolitej”. Na mocy uchwały sejmowej z 1607 r. osiedlali się tu rzemieślnicy, przede wszystkim płatnerze i rusznikarze zajmujący się wyrabianiem rynsztunku wojennego. Kwitł handel (to prawda!), nastały jednak rozbiory, Łomża też upadła (pamiętajmy, że w 1807 r. została stolicą wielkiego departamentu, bo sięgającego na północy pod Kowno!). Dziennikarz przyznał, że odwiedzone przez niego miasto awansowało na stolicę gubernialną, ale nadal wegetowało. Sprawiedliwie wskazał na „starożytną” gotycką katedrę i pomniki cmentarne, wymienił Feliksa Bernatowicza i Jakuba Wagę oraz Stacha Konwę. Ktoś też powiedział mu, że za miastem znajduje się skromny pomnik 1863 r. Cieszył fakt, że coraz więcej widziano tu turystów.
„Dostać się do Łomży nietrudno! Prowadzi do niej z Warszawy linia kolejowa długości 162 km, przez Tłuszcz, Ostrołękę i Śniadowo, na której Łomża jest stacją końcową. Z Łomży do serca ziemi kurpiowskiej, do Myszyńca czy Nowogrodu Łomżyńskiego można dostać się już tylko kolejką wąskotorową lub autobusem”.
Brać kolejarska
O kolejarzach łomżyńskich wiemy jeszcze mniej niż o samej kolei. A kto z Państwa słyszał o ognisku KPW? Kapewu, to skrót właśnie od Kolejowego Przysposobienia Wojskowego. L. R-ch stwierdził, że takowe ognisko w Łomży istnieje, ale szybko się poprawił: „właściwie należałoby napisać, że zaczyna istnieć. Dotychczas bowiem więcej istniało… na papierze, niż w rzeczywistości…” W ciągu kilku lat swej egzystencji łomżyńskie KPW nie mogło rozwinąć żywszej działalności, poważną przeszkodą był brak lokalu oraz fakt, że kilkudziesięciu kapewiaków mieszkało nie tylko w Łomży, ale także w Śniadowie i na mniejszych stacjach, na przestrzeni bez mała 45 km.
Sprawą najważniejszą był lokal. Ogniska nie stać było na wybudowanie własnego obiektu, więc musiano się kontentować małym pokoikiem przy budynku stacyjnym. Ten jednak po pewnym czasie został im zabrany, a przydzielono jeszcze mniejszy i jeszcze ciaśniejszy. Kapewiacy wystąpili o nowy lokal, lub choćby o możność korzystania z poczekalni kl. III, „która ze względu na słaby ruch osobowy (3 pary osobowych pociągów na dobę) stoi zawsze zamknięta”. Nowy prezes, St. Charłampowicz starał się o to usilnie, ponieważ dopiero po uzyskaniu stosownego lokalu mógłby zorganizować czytelnię, odczyty, kursy. Miał on i inny kłopot: „Gdy brak lokalu utrudnia działalność kulturalno-oświatową, to brak boiska uniemożliwia wszelką prace sportową, tym bardziej, że członkowie Ogniska KPW Łomża, to ludzie starsi, którzy niechętnie korzystają z obcych boisk i placów sportowych”. Na szczęście „…na otaczających dworzec nieużytkach, na terenie kolejowym urządzany jest park kolejowy, w którym przewidziany jest również plac gier sportowych. Na wiosnę, gdy taki plac powstanie, będzie w Ognisku zorganizowana sekcja gier sportowych”.
Tajna broń prezesa
Brak lokalu, terenów, szczupłość sił, rozrzucenie członków KPW na znacznej przestrzeni, nie za duży prestiż kolei w mieście, niekorzystna struktura wieku kolejarzy. Te i inne mankamenty mogłyby załamać każdego lidera. „Przełamanie tych przeszkód pochłonęło wiele energii niejednego Ogniska, a w Łomży na skutek specyficznych warunków okazało się przez lat kilka wręcz nie do wykonania”. Ale St. Charłampowicz (czy ktoś przypomina sobie tę postać?) postanowił „przeprowadzić reorganizację pracy i wyciągnąć wszystkich kolejarzy, zużytkować wszystkie możliwe środki, by Ognisko w Łomży mogło dorównać innym”. Najwięcej nadziei pokładał prezes w nowej sekcji, którą właśnie powołał do życia. To była sekcja pań, predestynowana do przyciągnięcia rodzin kapewiaków, utworzenia m.in. sekcji dramatycznej, ożywienia działalności kulturalno-oświatowej i sportowej. Artykuł o Ognisku KPW w Łomży kończy się życzeniami sukcesów. Czy takowe nadeszły? Czas niezbyt sprzyjał tego typu aktywności, wkrótce nadciągnęła nowa wojna, na peronach stacji pojawili się żołnierze.
Postscriptum
Dramatycznie brzmią wspomnienia mieszkańców, których w czasie okupacji sowieckiej ze stacji łomżyńskiej powieziono na Sybir, do Kazachstanu. Po wojnie koleją wracali do miasta repatrianci, po 1956 r. w kręgach Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej powstał profesjonalny projekt przedłużenia szlaku przez Kolno do Pisza. Słabł jednak stopniowo i tak niezbyt duży ruch osobowy, nadal utrzymywano z pożytkiem dla miasta ruch towarowy, pogarszał się stan torowisk. Wiemy, jak skończyła się kolej w Łomży. Musiało się tak stać? Może Łomża nie polubiła kolei, i dlatego tak mało o niej wiemy?
Prof. dr hab. Adam Czesław Dobroński