s-wyszynski-cytat

Łomżyńskie smaki z dzieciństwa

smaki-dziecinstwaStare przysłowie mówi: głodnemu chleb na myśli. Przeciem nie głodny. Wszystko mogę kupić. Tylko że nie wszystko ma te same zapamiętane z dzieciństwa smaki, wyłączając czas wojny i tuż po wojnie, kiedy nie było czego smakować – było wręcz głodno. Przedwojennego czasu pokoju, spokoju i poczucia bezpieczeństwa nie da się zapomnieć. Wtedy wszystko było inne: dobre powietrze, trawa zieleńsza i woda w Narwi tak czysta, że na wycieczce piło się ją wprost z rzeki.

Na przykład szynka, marynowana z kością, wędzona i odparzona, kupowana u Jakubowskiego, czy jakiegokolwiek mistrza wędliniarskiego – dawniej masarza. Taka szynka, pachnąca, soczysta, smaczna, otoczona tłuszczykiem i w naturalnej skórze. Kosztowała cztery do czterech pięćdziesiąt za kilogram. Kupowało się tego piętnaście - dwadzieścia deko i przecież nie co dzień. Na święta robiło się taką szynkę w domu. Musiała peklować się w zalewie (rosole) od czterech do sześciu tygodni. Na co dzień, na prędkie spożycie, były serdelki. We wszystkich firmach były dobre, ale najlepsze - u Jakubowskiego. Taki serdelek... za 5 gr. Z chrupiącą kajzerką wyciskało się na zimno z osłonki, a to smacznie rozpływało się w ustach.

Na niedzielne śniadanie, po przyjściu z kościoła, na stół wjeżdżała parująca waza, z gorącą wędzoną kiełbasą od Wincentego Iwanickiego. Kosztowała 2 lub 2,20 zł za kilogram. Taka kiełbasa z chrzanem tartym w domu - był to niepowtarzalny przysmak! W dzisiejszych czasach próbowałem różnych markowych wyrobów – to nie to. Raz w 1956 r., z okazji I Zjazdu Wychowanków i Nauczycieli Szkół Łomżyńskich zamówiono tradycyjne serdelki Jakubowskiego – to było prawie to... Na początku lat 80. takie same serdelki kupiłem w Piszu. Następnym razem nie było.

Innym takim zapamiętanym z dzieciństwa wyrobem były parzone obwarzanki. Przez Żydów nazywane „bajgiełe”, a popularnie - bajgle. Szczególnie cenione były te, kupowane w piekarni u „Turka” na placu Kościuszki – róg Długiej, obok wędliniarni Menkego. Cenione były nie tylko za smak i wygląd. Oko pieścił ich wypracowany – równej grubości na całym obwodzie kształt i ta niezapomniana kruchość. Po 45. roku takie obwarzanki piekli Danielewscy, a w latach 80., bywając przejazdem w Łomży podobne kupowałem u pana Zakrzewskiego. Teraz w Białymstoku są sklepy z pieczywem z Łomży - jest w nich wiele dobrych wyrobów. Są również obwarzanki. To jednak już nie to. Smak ujdzie, ale to są niekształtne, niedopracowane, pokręcone, niewyrośnięte „kluchy”. O świeżości i kruchości nie ma co mówić, a to nie jest najtańsze pieczywo. Przez litość – nazwy firmy nie wymienię. Takim wspaniałym wyrobem dziś dostępnym, ale tylko w Krakowie są słynne precle.

Będąc przy wyrobach piekarniczych trzeba koniecznie wspomnieć o chlebie nałęczowskim od Samełki. Piekarnia znajdowała się w Łomży na rogu ul. Wiejskiej i Pięknej. To był wspaniały w smaku i wyglądzie chleb pszenny posypany czarnuszką. Bywał zawsze po południu, posmarowany masłem. Smak niezapomniany.

Poruszony przeze mnie temat jest może banalny, świadczy jednak o codziennej jakości życia, o tym, co m.in. pamiętamy z tych cudownych, przedwojennych czasów dzieciństwa.

Białystok, grudzień 2011 r.

Tadeusz Mieszkowski

SALONIK WYDAWNICZY

Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej
ul. Sienkiewicza 8

Zapraszamy
codziennie od 8.00-15.00

JEDYNA W REGIONIE BAZA WYDAWNICTW O ŁOMŻY
I ZIEMI ŁOMŻYŃSKIEJ

1procencik

Dziękujemy Wszystkim,
którzy przekazali w swoim rocznym zeznaniu podatkowym swój jeden procent na rzecz Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej.

Free business joomla templates